W piątek, po dziewięciodniowej przerwie, wznowił pracę wydział stalowni Huty Batory, spółki zależnej Alchemii. - Przestój nie miał żadnego wpływu na produkcję rur - zapewnia Marek Misiakiewicz, prezes Huty Batory.
Przypomnijmy, że 5 września eksplodował jeden z dwóch pieców elektrycznych do wytopu stali ze złomu. Po wypadku drugi z pieców został wyłączony do czasu zakończenia przeglądu technicznego instalacji. Przyczyny wybuchu wciąż badają komisje eksperckie powołane między innymi przez przedsiębiorstwo oraz chorzowską prokuraturę.
- W momencie zdarzenia zapas wsadu do produkcji rur wynosił około 8,5 tys. ton, przy miesięcznym zużyciu około 7,4 tys. ton - mówi prezes Misiakiewicz. Zapewnia, że moce produkcyjne uruchomionego w piątek pieca zabezpieczają potrzeby należącej do huty walcowni rur oraz zewnętrznych odbiorców z kraju i zagranicy. Podkreśla też, że nie ma zagrożenia odnośnie do dotrzymania terminów dostaw.
Huta Batory zabrała się już za odbudowę pieca. Zarząd rozesłał zapytania ofertowe do przedsiębiorstw, spośród których wyłoni generalnego wykonawcę remontu. Prezes nie zdradza, jak wysokie mogą być koszty odbudowy. - Poczekajmy, aż wpłyną wszystkie oferty - mówi M. Misiakiewicz.
Wciąż nie zostały oszacowane straty, wynikające z eksplozji pieca. Jak mówi M. Misiakiewicz, w czwartek prace zakończyła firma z ramienia Hestii, ubezpieczyciela huty. - Myślę, że w ciągu tygodnia będziemy już w stanie podać konkretne liczby - twierdzi prezes Misiakiewicz.