Wczoraj od rana dalej w dół leciały akcje brytyjskiej spółki Northern Rock z Newcastle, specjalizującej się w udzielaniu kredytów hipotecznych i borykającej się z problemami finansowymi. W piątek jej walory potaniały o 26 proc., zaś w poniedziałek ubyło dalsze 34 proc. Wartość rynkowa firmy kontrolującej 20 proc. rynku kredytów hipotecznych spadła do 1,2 miliarda funtów (2,4 mld USD).
Analitycy tną cenę docelową akcji Northern Rock i prognozy zysków. Ich zdaniem, bank z Newcastle, który ma problemy z płynnością, zostanie podzielony lub przejęty.
- Do czasu, kiedy Northern Rock zostanie podzielony, a jego hipoteczny biznes przejmie inny bank lub będzie przejęty w całości, negatywne konsekwencje będą trwały - przewiduje Howard Wheeldon, analityk BGC Partners. Kłopoty Northern Rock z pozyskaniem nowych funduszy skłoniły do interwencji Bank Anglii (BoE), który w ramach największej od trzydziestu lat operacji ratunkowej udzielił mu wsparcia. Klientów jednak nie uspokoiły zapewnienia, że ich depozyty są bezpieczne. Wycofali około 2 mld funtów, 8 proc. wszystkich zdeponowanych w Northern Rock pieniędzy.
Problem Northern Rock polega na tym, że ponad 70 proc. środków na swoją działalność pozyskuje na rynkach kapitałowych, a kryzys w USA w segmencie ryzykownych kredytów hipotecznych zniechęca banki do kupna papierów z nimi powiązanych i do udzielania sobie nawzajem pożyczek.
Adam Apllegarth, szef Northern Rock, przeprosił klientów za niedogodności i zapewnił, że depozyty są bezpieczne. Alistair Darling, kanclerz skarbu (minister finansów), przekonywał, że bank z Newcastle jest wypłacalny, a koronnym argumentem miała być udzielona mu przez bank centralny pomoc.