Ostatnie tygodnie to okres niepewności na światowych rynkach finansowych. Znalazło to odzwierciedlenie także na warszawskim parkiecie. Pojawiły się głosy o zbliżającej się bessie. Mercurius DM specjalizuje się w realizacji ofert publicznych. Czy nie obawia się Pan, że w razie załamania koniunktury, zarządzany przez Pana dom maklerski i podobne domy maklerskie nie będą miały zbyt wielu klientów?
Nie martwimy się tym. Uspokojenie koniunktury musiało w końcu nastąpić. Szkoda nawet, że doszło do niego tak późno.
Od pewnego momentu można obserwować "owczy pęd" w staraniach spółek o pojawienie się na GPW. Bardzo wiele podmiotów kierowało się w kierunku giełdy w celu zaspokojenia potrzeb kapitałowych związanych z rozwojem. Ale skutek był taki, że realizowane były nie tylko oferty podmiotów o stabilnej pozycji. Wiele ofert organizowano w oderwaniu od fundamentów biznesowo-organizacyjnych i operacyjnych przedsiębiorstwa. Niebezpieczne jest zwłaszcza nieuwzględnianie kryteriów operacyjnych.
Ochłodzenie koniunktury i w konsekwencji chwila otrzeźwienia sprawi - mam nadzieję - że staranniejszy będzie dobór i selekcja firm wprowadzanych na giełdę. Być może zmniejszy się liczba debiutów, ale debiutowały będą spółki o lepszej jakości, bardziej dojrzałe. Będzie to miało korzystny wpływ na rynek. Nie chodzi bowiem o to, by każdego roku miało miejsce 60-80 debiutów. Lepiej, by było ich mniej, powiedzmy 30, ale żeby debiutowały firmy, które są już gotowe do pojawienia się na GPW. Z sytuacją taką, niestety, nie mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie.
A kto na giełdzie, Pana zdaniem, nie powinien się pojawić lub powinien, ale na zupełnie innych warunkach?