Reklama

Bardzo wielu debiutantów nie nadawało się na giełdę

Z Bogusławem Galewskim, byłym dyrektorem pionu transakcji rynku kapitałowego w Millennium DM, obecnie wiceprezesem i współzałożycielem Mercurius DM, rozmawia Anna Koper

Publikacja: 25.09.2007 10:53

Ostatnie tygodnie to okres niepewności na światowych rynkach finansowych. Znalazło to odzwierciedlenie także na warszawskim parkiecie. Pojawiły się głosy o zbliżającej się bessie. Mercurius DM specjalizuje się w realizacji ofert publicznych. Czy nie obawia się Pan, że w razie załamania koniunktury, zarządzany przez Pana dom maklerski i podobne domy maklerskie nie będą miały zbyt wielu klientów?

Nie martwimy się tym. Uspokojenie koniunktury musiało w końcu nastąpić. Szkoda nawet, że doszło do niego tak późno.

Od pewnego momentu można obserwować "owczy pęd" w staraniach spółek o pojawienie się na GPW. Bardzo wiele podmiotów kierowało się w kierunku giełdy w celu zaspokojenia potrzeb kapitałowych związanych z rozwojem. Ale skutek był taki, że realizowane były nie tylko oferty podmiotów o stabilnej pozycji. Wiele ofert organizowano w oderwaniu od fundamentów biznesowo-organizacyjnych i operacyjnych przedsiębiorstwa. Niebezpieczne jest zwłaszcza nieuwzględnianie kryteriów operacyjnych.

Ochłodzenie koniunktury i w konsekwencji chwila otrzeźwienia sprawi - mam nadzieję - że staranniejszy będzie dobór i selekcja firm wprowadzanych na giełdę. Być może zmniejszy się liczba debiutów, ale debiutowały będą spółki o lepszej jakości, bardziej dojrzałe. Będzie to miało korzystny wpływ na rynek. Nie chodzi bowiem o to, by każdego roku miało miejsce 60-80 debiutów. Lepiej, by było ich mniej, powiedzmy 30, ale żeby debiutowały firmy, które są już gotowe do pojawienia się na GPW. Z sytuacją taką, niestety, nie mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie.

A kto na giełdzie, Pana zdaniem, nie powinien się pojawić lub powinien, ale na zupełnie innych warunkach?

Reklama
Reklama

Proszę wybaczyć, ale nie podam nazw spółek, które z przyczyn fundamentalnych nie powinny być (przynajmniej w obecnej fazie rozwoju) wprowadzane do notowań na rynku giełdowym. Mogę jedynie powiedzieć, że takie firmy stanowią, moim zdaniem, od 25 do 40 proc. ogólnej liczby debiutantów z ostatniego roku.

Dla rynku to rzeczywiście może być korzystne, ale ograniczenie liczby ofert publicznych wpłynie na zmniejszenie szans rozwoju takich firm, jak Mercurius DM.

O siebie jesteśmy spokojni. Tak budowaliśmy portfel naszych klientów, by specjalizować się w mniejszej liczbie ofert, ale realizowanych dla podmiotów o silnych fundamentach biznesowych i stabilnym standingu finansowym. Z powodzeniem przeprowadziliśmy w ciągu 1,5 roku naszej działalności kilka projektów z dziedziny, w której mieliśmy się specjalizować, czyli z rynku pierwotnego. Szczególnie dumni jesteśmy z dwóch ofert: Famuru z 2006 r. i Noble Banku z 2007 r. Każda z nich miała wartość około 300 mln zł. Tworzą one dla nas dobre podstawy na przyszłość.

Staramy się także być coraz bardziej aktywni w zakresie ofert wtórnych. W lipcu tego roku wzięliśmy udział w ofercie ATM Grupa, z której spółka pozyskała 140 mln zł. Mamy także niezły portfel projektów, które zamierzamy zrealizować w tym i przyszłym roku. Nie obawiamy się również obecnego ochłodzenia koniunktury również z tego względu, że zgłaszają się do nas klienci, dla których pracowaliśmy w przeszłości.

Co Pan sądzi o powstałym niedawno rynku NewConnect? Czy Pana zdaniem uruchomienie tego rynku to dobry pomysł? I co najważniejsze, czy Mercurius DM zamierza pozyskiwać klientów, którzy byliby zainteresowani notowaniem akcji na NewConnect?

Przyglądamy się temu rynkowi. Uważam, że jego powołanie to bardzo dobry pomysł.

Reklama
Reklama

Funkcjonowanie NewConnect pomoże bowiem rozdzielić spółki na dwa odrębne strumienie: większe i bardziej dojrzałe firmy będą w dalszym ciągu udawały się na GPW. Z kolei podmioty mniejsze wybiorą właśnie NewConnect, który jest dla nich rynkiem zdecydowanie bardziej odpowiednim. Taki podział sprawi, że spółki będą się pojawiały na rynku bardziej dostosowanym do ich możliwości. To, czy będziemy się angażować w obsługę firm wybierających się na NewConnect, zależy w dużej mierze od tego, jak ten rynek będzie się rozwijał i funkcjonował. Za wcześnie jest jeszcze, by powiedzieć, jakiego typu inwestorzy są na nim najbardziej aktywni, jak w dłuższym okresie będzie się przedstawiała jego płynność. W początkowej fazie jego działalności na pewno nie będziemy się angażowali. Najpierw chcemy zobaczyć, jak ten dobry pomysł będzie funkcjonował w praktyce.

Dziękuję za rozmowę.

fot. W. W.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama