Teoretycznie już od ośmiu lat wszystko powinno działać. Ale inwestorów nie interesują teoretyczne rozważania. Oni wiedzą, że krótka sprzedaż na polskiej giełdzie, czy szerzej - na polskim rynku - w praktyce nie działa. I od lat oczekują zmiany. Short selling to mechanizm po prostu potrzebny, a jednocześnie decydujący w znacznym stopniu o atrakcyjności danego parkietu - argumentują.
Wszystko rozbija się jednak o brak rozwiązań prawnych, które spełniałyby oczekiwania rynku. Odpowiednie rozwiązania legislacyjne zostały opracowane przez Radę Rozwoju Rynku Finansowego działającą przy Ministerstwie Finansów i przekazane do Sejmu. Czekamy na ich przyjęcie.
O tym, że dobrze działający mechanizm krótkiej sprzedaży przyniósłby same korzyści, nie trzeba dziś nikogo przekonywać. Wśród niewątpliwych plusów jest prawie "gwarantowany" wzrost obrotów, co jest szczególnie ważne dla dalszego rozwoju naszej giełdy. Szacuje się, że płynność rynku, przy dobrze działającym mechanizmie krótkiej sprzedaży, mogłaby wzrosnąć co najmniej o kilkanaście procent. Inwestorzy w większym stopniu mogliby zaś wykorzystywać strategie spekulacyjne, hedgingowe i arbitrażowe.
Ale najważniejsze z punktu widzenia inwestorów jest to, że ceny akcji - o czym być może wszyscy zapomnieli po kilku latach hossy - nie tylko rosną, ale też spadają - a krótka sprzedaż pozwala wykorzystać trendy spadkowe do zarabiania pieniędzy (czytaj ramka).
- Rozwój rynku kontraktów terminowych pokazuje, że polscy inwestorzy rozumieją zasady gry na krótko i chętnie z niej korzystają, nie widzę więc powodu, aby nie robili tego w przypadku konkretnych akcji - mówi Ryszard Czerwiński, wiceprezes Domu Maklerskiego BZ WBK. To tylko potwierdza powszechne przekonanie, że sprawnie działający short selling z łatwością przyjąłby się na GPW ku pożytkowi całego rynku.