Gdyby zapytać Kowalskiego dzielnie pomnażającego swoje pieniądze na GPW o przyczynę niedawnej fali spadków na giełdzie, opowiedziałby zapewne bez wahania: kryzys finansowy w USA. Faktem jest, że żadna większa przecena za oceanem nie może się wydarzyć bez towarzyszącym jej spadkom na Starym Kontynencie. Co jednak wydarzyło się takiego tym razem, że wartość spółek notowanych na GPW zmniejszyła się o ponad 15 proc.? Analitycy przygotowujący rekomendacje maklerskie mają tutaj jasną odpowiedź - właściwie nic.
Nie taki kryzys straszny?
Zastanówmy się, w jaki sposób kryzys hipoteczny mógł wpłynąć na fundamentalną wartość firm z warszawskiego parkietu. Po pierwsze, żadna z polskich instytucji nie była zaangażowana w instrumenty oparte na amerykańskim rynku hipotecznym, nikt więc nie ucierpiał bezpośrednio. Skutki mogły być co najwyżej pośrednie, a do tych należy między innymi spowolnienie światowego wzrostu gospodarczego oraz narastająca w strefie euro presja inflacyjna. Czy jednak wpływ tych czynników jest rzeczywiście tak silny, żeby o 15 proc. uszczuplić wartość fundamentalną spółek z GPW? To raczej dość wątpliwa teza? Takie podejście potwierdzają również rekomendacje maklerskie. Wyceny firm z warszawskiego parkietu od początku spadków (6 lipca) nie zmieniły się niemal ani o jotę. Poza tym, na fali całkiem niezłych wyników za III kwartał część wycen wręcz wzrosła. Weźmy na przykład raporty dotyczące spółek z WIG20. Na podstawie cen docelowych z rekomendacji wartość wewnętrzną indeksu blue chips 6 lipca można było oszacować na 3890 punktów. Od tamtego czasu wielkość ta utrzymuje się na dość stabilnym poziomie i nigdy nie osunęła się niżej niż do 3830 punktów. Ba, obecnie balansuje wokół 3980 punktów, czyli niemal 100 punktów wyżej niż na początku kryzysu.
Deweloperzy godni uwagi
Skoro więc, zdaniem analityków, ostatnia fala spadków to przede wszystkim efekt paniki, gdzie więc należy obecnie szukać największych okazji do zakupów? Odpowiedź jest przewrotnie prosta - tam gdzie ostatnio kursy najbardziej zniżkowały. Na pierwszym miejscu w rankingu atrakcyjności znaleźliby się najwięksi spadkowicze ostatnich miesięcy - deweloperzy. Przeciętny potencjał wzrostu wynikający z niedoszacowania wynosi obecnie aż 38 proc. Czarne konie specjalistów to przede wszystkim Polnord, Orco Group oraz Dom Development. Warto również zwrócić uwagę na GTC i Plaza Centers. Jedyną spółką z branży, której umieszczenie w portfelu fachowcy na razie odradzają, jest J. W. Construction.