Reklama

Etatów za Atlantykiem przybywa, choć wolniej

Liczba nowych miejsc pracy zwiększyła się bardziej, niż oczekiwali ekonomiści. Stopa bezrobocia, wbrew oczekiwaniom, nie wzrosła. Fed nie będzie mieć argumentów, żeby mocno ciąć stopy

Publikacja: 08.12.2007 09:21

Gospodarka USA cały czas się rozwija, kryzys na rynku kredytów hipotecznych nie zdołał powstrzymać jej ekspansji. Przedsiębiorcy cały czas tworzą nowe miejsca pracy, co będzie prowadzić do utrzymania wzrostu wydatków konsumpcyjnych - komentowali piątkowy raport Departamentu Pracy w Waszyngtonie ekonomiści.

Według najnowszych danych, w listopadzie powstało za Atlantykiem w sektorach pozarolniczych 94 tys. nowych miejsc pracy. Liczba etatów okazała się więc mniejsza niż w poprzednim miesiącu - wtedy przybyło ich 170 tys. - jednak wyraźnie większa niż 80 tys. oczekiwane przez ekonomistów. A przecież ich szacunki były jeszcze skromniejsze przed publikacją w środę danych przez prywatną firmę pośrednictwa pracy ADP, która oszacowała liczbę etatów utworzonych w listopadzie w sektorze prywatnym na 189 tys. (raport Departamentu Pracy obejmuje też sektor publiczny).

Stopa bezrobocia, szacowana na podstawie sondażu wśród gospodarstw domowych, wyniosła 4,7 proc., czyli tyle samo, ile miesiąc wcześniej, chociaż rynek oczekiwał, że podskoczy do 4,8 proc. Wskaźnik udziału dorosłych Amerykanów w sile roboczej zwiększył się do 66,1 proc., z 65,9 proc. poprzednio.

Nie będzie ostrego cięcia?

We wtorek zbiera się na posiedzeniu Komitet Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej (FOMC). Część inwestorów liczyła, że może obniżyć główną stopę procentową o 50 pkt bazowych, do 4 proc. Po dobrych danych z rynku pracy wszystko jednak wskazuje, że stopa funduszy federalnych spadnie jednak tylko o 25 pkt. W zeszłym tygodniu szef oddziału Rezerwy Federalnej w St. Louis William Poole powiedział, że duży wzrost liczby etatów powinien skłonić rynek do przeszacowania oczekiwań dotyczących poziomu stóp.

Reklama
Reklama

Fed już dwa razy redukował oprocentowanie, w sumie o 75 pb., przy okazji dwóch ostatnich posiedzeń. Niższy koszt kredytu ma pomóc gospodarce przezwyciężyć trudności związane z kłopotami na rynku kredytów hipotecznych oraz załamaniem na rynku budownictwa mieszkaniowego. Szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke i jego koledzy bardzo liczą, że utrzymanie się dobrej sytuacji na rynku pracy i wzrost wynagrodzeń pozwolą złagodzić skutki spadków cen nieruchomości, utrudnionego dostępu do kredytów, jak również wyższych cen paliw.

Sceptycznie o planach Busha

Dobre wieści z rynku pracy mają tym większe znaczenie, że wielu specjalistów dość sceptycznie odnosi się do ogłoszonego przez George?a W. Busha planu ratowania sytuacji na rynku nieruchomości. Przypomnijmy: chodzi o zamrożenie na pięć lat podwyżek oprocentowania w przypadku najbardziej ryzykownych kredytów hipotecznych (tzw. subprime). Ma to uchronić właścicieli domów kupionych za pieniądze z takich kredytów przed niewypłacalnością i eksmisją. Sprawa może dotyczyć nawet 2,8 mln kredytów, w przypadku których w 2008 i 2009 r. kończy się okres początkowego promocyjnego oprocentowania.

- W najlepszym wypadku może to trochę powstrzymać krwotok, jaki mamy na rynku mieszkaniowym, ale nie doprowadzi do odwrócenia sytuacji - stwierdził Nicolas Retsinas, dyrektor Centrum Badań nad Mieszkalnictwem przy Uniwersytecie Harvarda. - Fundamentalnym problemem rynku mieszkaniowego jest zbyt duża podaż - dodał.

Według ekonomistów portalu Economy. com, należącego do Moody?s, do 2009 r. ceny domów w USA spadną o 15 proc.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama