Temat wtorkowej decyzji dotyczącej wysokości stóp procentowych w Ameryce od wielu dni króluje na czołówkach serwisów finansowych. Praktycznie wszystkie zmiany notowań - od kursów akcji, poprzez obligacje, surowce i waluty - tłumaczono większą lub mniejszą szansą na obniżenie kosztów pieniądza. Można odnieść wrażenie, że od tego, co postanowił wtorkowym wieczorem Komitet Otwartego Rynku, zależy przyszłość gospodarki w USA i w konsekwencji na świecie, że jest to być albo nie być dla koniunktury giełdowej i klucz do rozszyfrowania zachowania innych rynków w przyszłości.
Spoglądając jednak realnie na sytuację, wydaje się, że mamy tu do czynienia bardziej z psychologią niż rzeczywistym znaczeniem tej decyzji dla przyszłych wydarzeń w gospodarce oraz na rynkach kapitałowych.
Zażegnać, nie tworzyć
problemy
Takie przekonanie opiera się głównie na diagnozie dotyczącej efektów dotychczasowych obniżek stóp procentowych w Ameryce i w innych częściach świata (Kanada, Wielka Brytania), jak również ryzyka towarzyszącego tym decyzjom. Jest ono związane przede wszystkim z utrzymującą się presją inflacyjną, grożącą ograniczeniem wiarygodności banków centralnych w ich walce z nadmiernym wzrostem cen w gospodarkach. Istotne jest również to, na ile są one w stanie klarownie wytłumaczyć inwestorom pobudki swoich działań. Najczęściej banki centralne wyrażają zaniepokojenie zawirowaniami na rynkach finansowych w ostatnich miesiącach i obawy o ich negatywny wpływ na gospodarki.