Co sprawia, że Polacy coraz chętniej, bezpośrednio lub pośrednio, lokuję na giełdzie? Na atrakcyjność rynku, z punktu widzenia inwestorów, składa się kilka czynników. Po pierwsze, w ostatnich latach na akcjach można było zarobić nieporównanie więcej niż na lokatach bankowych czy też obligacjach. Weźmy dla przykładu okres od końca września 2006 r. do końca września 2007 r., kiedy akcje dały przeciętnie zarobić prawie 75 proc. (uwzględniając nie tylko zmianę kursów akcji, ale również dywidendy i przyznane prawa poboru do nowych akcji). Ktoś, kto miał szczęście i ulokował pieniądze w walorach, które podrożały najbardziej, mógł pomnożyć kapitał nawet 7-krotnie. Co prawda, znalazły się również spółki, których akcje przez ten czas potaniały, ale trzeba było mieć pecha, by zróżnicowany (czyli, jak to się mówi w inwestycyjnym żargonie - zdywersyfikowany) portfel przyniósł straty. W górę poszły bowiem kursy aż 83 proc. firm notowanych na GPW. Pamiętajmy przy tym, że podobne proporcje utrzymuję się na giełdzie od początku hossy w 2003 r. Nie trzeba było zatem wyjątkowych umiejętności, by pomnożyć kapitał. I to pomnożyć z takim efektem, jakiego żadne inne inwestycje nie mogły zapewnić.
Jednocześnie wraz ze spadkiem inflacji i stóp procentowych lokaty bankowe i obligacje traciły na atrakcyjności. Normę stało się, że przynoszę one roczny zysk rzędu 4-5 proc. Ostatnie podwyżki stóp procentowych nie zmieniły istotnie sytuacji.
Przy oprocentowaniu na poziomie 5 proc. potrzeba by blisko 50 lat, by 10 tys. zł zamienić w 100 tys. zł. Nic więc dziwnego, że Polacy chętniej interesowali się akcjami, które w ostatnich latach zapewniały przynajmniej dwucyfrowe roczne stopy zwrotu.
Jedyną poważną alternatywę dla rynku akcji są nieruchomości, które w ostatnich latach drożały równie szybko, co walory spółek giełdowych. Tyle tylko, że po niedawnym boomie cena przeciętnej nieruchomości czyni ją niedostępną nawet dla średniozamożnego inwestora, nieposiłkującego się dużym kredytem. Chyba że ów inwestor zdecyduje się ulokować pieniądze np. w zamkniętych funduszach rynku nieruchomości. I tu ponownie styka się on z giełdę, na której owe fundusze są notowane.
Oczywiście, hossa nigdy nie trwa w nieskończoność i w którymś momencie kursy akcji mogę spaść, a właściwie mogę spadać nawet przez wiele miesięcy. Historia znacznie dojrzalszych i starszych giełd niż warszawska dowodzi jednak, że na dłuższą metę akcje są znacznie bardziej dochodowym sposobem lokowania oszczędności niż lokaty czy obligacje. Dopóki będą rosnąć dochody Polaków (a perspektywy są przecież w tym zakresie bardzo dobre), zwiększać się będzie również pula oszczędności, które trzeba będzie gdzieś ulokować. Na marginesie, warto w tym kontekście wspomnieć, że dochody w Polsce są znacznie niższe niż średnio w całej Unii Europejskiej.
Zagranica lubi Polskę