Mniej fuzji i przejęć, spadek liczby IPO, dekoniunktura na rynku obligacji
Największe banki inwestycyjne z Wall Street, które rozpoczęły 2000 r. w bardzo dobrej formie, korzystając z hossy na giełdach związanej z tzw. gorączką internetową, będą kończyć rok w dużo gorszych nastrojach. W ostatnim kwartale br. ich akcje prawdopodobnie stracą na wartości najwięcej od dwóch lat, kiedy to rynkami wstrząsnęły kryzysy finansowe na emerging markets. Złożyło się na to kilka czynników, takich jak spadek zaufania do spółek high-tech, powodujący zmniejszenie liczby pierwotnych ofert publicznych, czy słaba koniunktura panująca na amerykańskim rynku obligacji.
Od początku października br. liczba fuzji i przejęć na Wall Street spadła o około jedną trzecią, emisje wysoko oprocentowanych obligacji zmniejszyły się od początku 2000 r. o połowę w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Koniunktura na tym rynku jest ? według ekspertów ? najgorsza od dziesięciu lat, co tłumaczy się obawami inwestorów przed schłodzeniem gospodarki amerykańskiej. Ponadto odwołano lub wstrzymano ok. 200 pierwotnych ofert publicznych (IPO). Dotyczy to przede wszystkim spółek z branży nowoczesnej technologii, które patrząc na obniżkę Nasdaq od początku sierpnia aż o 35%, uznały, że warunki rynkowe nie sprzyjają wejściu na giełdę. Mizernie pod względem IPO wygląda szczególnie listopad br. W pierwszych dwóch tygodniach tego miesiąca spółki amerykańskie pozyskały z IPO 1,67 mld USD, podczas gdy w listopadzie 1999 r. łączna wartość pierwotnych ofert publicznych sięgnęła aż 32,8 mld USD. Nie zmienia to jednak faktu, że 2000 r. i tak będzie rekordowym pod względem tego rodzaju operacji, dzięki pierwszym miesiącom, gdy mieliśmy do czynienia wręcz z wysypem spółek internetowych na Nasdaq. Wszystkie wyżej wymienione operacje to podstawowe źródła dochodów banków inwestycyjnych z Wall Street, które zarabiają na gwarantowaniu emisji obligacji, pośredniczeniu w IPO itp.O ile najwięksi potentaci bankowości inwestycyjnej w USA powinni spokojnie przetrwać okres dekoniunktury na rynku, to mniejsze tego rodzaju instytucje borykają się z poważnymi problemami. Czołowa piątka z Wall Street, w skład której wchodzą m.in. Merrill Lynch, Goldman Sachs i Morgan Stanley, zdominowała bowiem rynek. Według szacunków, w trzecim kwartale br. gwarantowały one ponad dwie trzecie wszystkich operacji przeprowadzanych na Wall Street. ? Wśród największych nie ma powodów do paniki. Ewentualne kroki mające na celu redukcję kosztów mogą zostać podjęte dopiero na początku 2001 r., kiedy opublikują one wyniki finansowe za 2000 r. ? uważa Ken Worthington z CIBC World Markets. Nie zmienia to jednak faktu, że np. akcje ML staniały od początku września o 19%, Goldman Sachs o 38%, a Morgan Stanley o 40%.W tym samym czasie publikowany przez American Stock Exchange Broker/Dealer Index, w skład którego wchodzą banki inwestycyjne, stracił 26%.Tymczasem mniejsi nie wytrzymują konkurencji. Kilka dni temu zarząd holenderskiej ING Groep zapowiedział, że sprzeda lub zlikwiduje amerykański oddział banku inwestycyjnego ING Barings. Z kolei brytyjski Prudential Securities też zamierza wycofać się z bankowości inwestycyjnej za Atlantykiem. Amerykański Bear Stearns czeka na chętnych, którzy przejęliby od niego podobną działalność.
Ł.K., Bloomberg