Wspomniana ustawa jest ważna nie tylko dla rynków finansowych (jej celem jest implementowanie dyrektywy MiFID II) ale też dla Towarowej Giełdy Energii i jej rynku terminowego, który przekształci się w platformę OTF.

Resort finansów czeka m.in. na stanowisko ministra energii co do wysokości przyszłego obowiązku sprzedaży energii na giełdzie (tzw. obligo na energię). - Ostateczna decyzja w zakresie postulowanej zmiany zostanie podjęta w toku konsultacji z ministerstwem energii – słyszymy w MF. A to może oznaczać, że jeśli nie będzie wyraźnego wskazania ME, to obligo może zostać na obecnym poziomie 15 proc.

Za jego podniesieniem do przynajmniej 30 proc. jest URE, a TGE chce zwiększenia nawet do 55 proc. Za takim poziomem opowiada się też Energa, a Tauron uznaje go za optymalny, ale postuluje podniesienie obligo minimum do 35 proc.

Z naszych informacji wynika, że ME waży teraz argumenty wytwórców, których część przedstawiono także w niedawnym raporcie Towarzystwa Obrotu Energią. TOE zwraca uwagę, że podwojenie obligo doprowadzi do wzrostu kosztów transakcyjnych na giełdzie z ok. 270 mln zł do prawie 630 mln zł, co przełoży się na klientów. Wskazuje też, że na giełdach zachodnich nie ma administracyjnego przymusu sprzedaży przez giełdę, a mimo to są one płynne. Ale faktem jest to, że w krajach nordyckich obowiązuje zakaz sprzedaży w ramach grupy, co zmusza je do kierowania kroków na giełdę.

Tauron twierdzi, że koszty wyliczone przez TOE to tylko hipotetyczna wielkość zabezpieczeń transakcji. - Te rzeczywiste nie przekroczą kilkunastu mln zł, co w ujęciu globalnym ma pomijalny wpływ na rynek – wskazuje spółka.

Jednocześnie podkreśla, że wraz z propozycją wyższego obligo postulaty dotyczą też zmniejszenia poziomu opłat transakcyjnych na TGE (w tym wprowadzenia opłat progresywnych) i kosztów zabezpieczeń przez danie możliwości wywiązania się z obowiązku przez dowolną spółkę w grupie. - Liczymy czy i do jakiego poziomu, a także na jaki okres wyższe obligo powinno być wprowadzone – usłyszeliśmy tylko w ME.