REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Marcin Roszkowski: Energetyka bierze na siebie duże ryzyko biznesowe

#PROSTOzPARKIETU. - Ustawa dotycząca cen prądu wprowadziła na rynek zamieszanie – mówi prezes Instytutu Jagiellońskiego

Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego

Foto: parkiet.com

Weszły już w życie przegłosowane w ekspresowym tempie przepisy nowej ustawy, która ma na celu zamrożenie rachunków za prąd na poziomie z ubiegłego roku. I jak będzie – czy faktycznie ceny energii w tym roku nie wzrosną?

Marcin Roszkowski: Nowe rozwiązania są tak naprawdę tymczasowe. Wprowadzono kilka mechanizmów wpływających na wysokość rachunku za prąd – obniżona została akcyza o 15 zł, do 5 zł za megawatogodzinę energii, a także tzw. opłata przejściowa i pośrednio został obniżony podatek VAT. I to byłoby dość proste rozwiązanie, gdyby nie ostatni element, który został wprowadzony do projektu ustawy w ostatniej chwili. Chodzi o rekompensaty dla firm energetycznych z tytułu utraconych przychodów. Wobec tych przepisów pojawił się zarzut, że może to być niedozwolona pomoc publiczna. Czy to wszystko ustabilizowało sytuację na rynku energii? Niestety, nie.

W spółkach energetycznych trwają gorączkowe analizy, jak stosować nowe przepisy. Jest wiele niejasności, kilkadziesiąt tysięcy umów trzeba renegocjować. Jak to może się skończyć dla sprzedawców prądu?

Tego typu rozwiązania są już stosowane w krajach Unii Europejskiej, bo wpływy z uprawnień do emisji CO2 mogą być skonsumowane w 25 proc. np. na rekompensowanie firmom energochłonnym wzrostu cen prądu. Nowa ustawa chce jednak na dopłaty dla firm przeznaczyć 80 proc. wpływów z tego tytułu, więc widzimy już, że to nie pasuje do unijnych regulacji. Wiele problemów budzi też powrót do umów z połowy 2018 r., co komplikuje sytuację na wielu płaszczyznach. Gdyby to był w miarę prosty projekt, to łatwiej byłoby go zinterpretować. Natomiast gdy rozmawiamy ze spółkami energetycznymi, to każda z nich ma inne podejście. Okazuje się, że jeden przepis można interpretować na dwa czy trzy sposoby, więc nie jest to dla firm komfortowa sytuacja. Spółki, które skorzystają z rekompensat, biorą więc na siebie ryzyko biznesowe. Tym bardziej że ewentualny zwrot pomocy publicznej wiąże się także ze zwrotem odsetek od tej transakcji.

Na ile poważne jest to ryzyko?

Zagrożenie jest bardzo duże i ma ono jeszcze dodatkowy aspekt. Mianowicie tego typu pomoc publiczna powinna być uwzględniona w zintegrowanym planie na rzecz energii i klimatu, czyli takiej mapie drogowej pokazującej, jak energetyka w Polsce powinna wyglądać. Ten plan powinien być przedstawiony do konsultacji do końca 2018 r. i znotyfikowany do końca 2019 r. Więc narażanie spółek energetycznych, by nowe przepisy zostały notyfikowane dopiero pod koniec roku, jest pewnym problemem. Szczególnie że ministerstwa konsultujące tę ustawę wraz z ostatnimi poprawkami miały na to zaledwie 22 minuty. Posłowie z obu stron poparli rozwiązania dotyczące cen prądu, ale chyba nie do końca wszyscy mieli świadomość, jakie to będzie miało konsekwencje.

Obecnie mamy ogromny chaos związany z cenami energii elektrycznej. Jak sytuacja może wyglądać w dalszej perspektywie?

Jest duży impuls do dalszego wzrostu cen uprawnień do emisji CO2, które pchają w górę ceny energii elektrycznej. Uważam, że bez zmiany miksu energetycznego nie ma przesłanek do obniżenia hurtowych cen energii, a jednocześnie jest coraz mniejsza przestrzeń do dalszego obniżania opłat administracyjnych na rachunkach za prąd. Pytanie więc – jak długo będziemy utrzymywać wysoką emisyjność polskiej gospodarki. Nasza emisyjność jest dziś znacznie wyższa niż średnia unijna i pojawia się efekt utraty konkurencyjności. W energetyce dobrze byłoby, gdybyśmy jednak pokazali, jaka jest strategia, i żebyśmy realizowali takie rozwiązania, które są dostosowane do tego, w jakim miejscu jesteśmy i jakie mamy problemy. Bo obecne rozwiązania są przejściowe i nie kształtują stabilności rynkowej. Ja rozumiem, że energetyka jest mocno regulowanym biznesem, zresztą nie tylko w Polsce, i te wpływy biznesu i polityki się przenikają. Jednak pamiętajmy, że spółki energetyczne są notowane na giełdzie. I choć Skarb Państwa ma w nich dużo do powiedzenia, to jest jeszcze kodeks spółek handlowych i kodeks karny, którym podlegają zarządy tych firm. Z jednego założenia, że ceny nie wzrosną, nagle pojawiło się bardzo dużo problemów na różnych płaszczyznach. To się odbija niepewnością i niestabilnością na rynku, a spółki energetyczne mają trudne zadanie, bo muszą zrozumieć, jak w praktyce stosować nowe przepisy.

Do połowy stycznia trwają konsultacje publiczne polityki energetycznej kraju, zaproponowanej przez ministra energii. Czy to strategia, która pozwoli ustabilizować sytuację na rynku?

Z pewnością sytuacji nie da się ustabilizować inaczej, niż zmieniając miks energetyczny. To jest pewnie trudne w roku wyborczym, ale konieczne, bo dane dotyczące chociażby rosnącego importu węgla kamiennego pokazują, że coś jest nie tak. Mam wiele uwag do przedstawionego projektu polityki energetycznej. W mojej ocenie pewne prognozy zostały przewymiarowane, np. dotyczące zużycia energii, dzięki czemu bardzo dużo węgla w płatnym miksie energetycznym się zmieściło. Brakuje natomiast w tym dokumencie liczenia pieniędzy w energetyce, bo to, co było dobre wiele lat temu, teraz się po prostu w wielu miejscach nie sprawdza. Każda z tych technologii, która tam jest zaplanowana, ma swój koszt wytworzenia energii i można to policzyć. Tego właśnie brakuje mi w tej analizie. Także budowanie nowych mocy na węgiel, którego nie mamy, też jest kuriozalne, bo, po pierwsze, musimy to paliwo kupić za granicą, po drugie, zapłacić za drogie emisje CO2.

Jak więc powinien wyglądać polski miks energetyczny?

Strategia powinna być układana wedle krańcowego kosztu pozyskania energii. Trzeba więc liczyć pieniądze i wskazać na tej podstawie, ile w nim powinno być odnawialnych źródeł, a ile innych technologii. Nie ma tak naprawdę idealnego rozwiązania. Nie możemy na przykład zabudować całej Polski małymi reaktorami jądrowymi czy wiatrakami, to musi być zrównoważony miks. Niestety, do tej pory nie mamy sukcesów we wdrażaniu tzw. czystych technologii węglowych, a węgiel bardzo mocno obciąża dziś nasze kieszenie. Tak więc słuszną strategią byłaby głębsza rezygnacja z węgla niż ta przedstawiona w projekcie polityki energetycznej. Tym bardziej że coraz więcej tego surowca kupujemy za granicą. Jednocześnie węgiel brunatny wydobywany z obecnych złóż w połowie lat 30. będzie się nam kończył i nawet w projektowanej strategii nowe odkrywki nie są planowane, głównie ze względu na wysoką emisyjność tego surowca. Pamiętajmy też, że wiele starych siłowni będzie musiało przejść modernizację i w energetyce będziemy mieli bardzo duży plac budowy. Jednak żeby się do tego przygotować, musimy wiedzieć, na czym chcemy opierać bezpieczeństwo energetyczne. A opieranie go na polskim węglu, którego wydobywamy coraz mniej, jest ślepym zaułkiem.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA