Europejskie spółki IT odporne na amerykańską zarazę?

Wbrew temu, co dzieje się w amerykańskich spółkach technologicznych, i wbrew obawom, że w USA gwałtownie spadnie popyt, europejskie spółki z tej branży na ogół nie widzą swojej przyszłości w tak czarnych barwach.

I na razie żadna z większych firm tego sektora, poza Philipsem, nie skorygowała w dół prognozy tegorocznych zysków. Tego optymizmu nie podzielają jednak szefowie amerykańskich spółek działających w Europie i w Azji. Nie wierzą w odporność Europy na spowolnienie gospodarki USA. Przeciwnie ? zaczynają ostrzegać, że i tu są już pierwsze oznaki zarazy. Inter, Oracle i Cisco zgodnie twierdzą, że już spadają zamówienia na ich towary w Europie i w Azji.Dlaczego zatem wielu szefów europejskich spółek technologicznych nadal wyraża przekonanie, że uda się im uniknąć najgorszych następstw dekoniunktury w USA, które stały się już udziałem ich amerykańskich odpowiedników,i to tych największych. Po pierwsze dlatego, że wiele tych firm, produkujących zarówno sprzęt, jak i oprogramowanie, ma stosunkowo niewielkie przychody z amerykańskiego rynku. Po drugie, wiele europejskich spółek softwarowych uważa, że wydatki na ich produkty są niejako wymuszone przez życie. Niewielka brytyjska firma z tego segmentu rynku, SurfControl, w której 80% przychodów pochodzi z USA, twierdzi, że jej programy ograniczające dostęp do internetu będą kupowane również w trudnych czasach, bo przyczyniają się do zwiększenia wydajności pacy.I po trzecie wreszcie, europejskie spółki o wiele mniej zarobiły od ich amerykańskich odpowiedników, takich jak Cisco, w czasie ubiegłorocznego szaleństwa zakupów dokonywanych przez firmy internetowe. Morgan Stanley Dean Witter szacuje, że dotcomy rozdęły wydatki IT w skali światowej o ponad 5 mld USD. Europejskie spółki nie wzięły z tego zbyt dużo, zwłaszcza w I półroczu 2000 r., i dlatego nie odczują tak boleśnie obecnego braku tego rodzaju klientów.Poza tym w USA niesłychanie szybko rosły wydatki nie tylko spółek internetowych. USA miały pięć lat wzrostu wydatków na technologie informatyczne po 30% rocznie i doprowadziło to do przeinwestowania. Gdy dotcomy przestały wydawać, to na amerykańskim rynku pojawiło się mnóstwo taniego sprzętu z drugiej ręki. Produkty Cisco, które normalnie kosztowały 150 tys. USD, teraz można dostać już za niecałe 10 tys. USD.Mimo tych dość przekonujących argumentów, coraz więcej europejskich analityków i zarządzających funduszami uważa, że szefowie spółek technologicznych nie mają racji. Powinni oni dokładniej przyjrzeć się temu, co w USA stało się w styczniu i w lutym. Wiele dużych technologicznych firm sądziło, że nie padną ofiarą dekoniunktury, bo nie było wtedy poważniejszych oznak pogorszenia sytuacji. Ale później zamówienia zaczęły gwałtownie zmniejszać się. Jeszcze w końcu lutego prezes Intela Craig Barrett zapewniał, że nie rozważa możliwości redukcji personelu. Ale już 8 marca Intel ogłosił, że zwolni 5 tysięcy osób.Podobnie zachował się prezes Oracle Larry Ellison. W lutym przewidywał wzrost przychodów rzędu 30%. W ubiegłym tygodniu nie był już tak pewien tych prognoz. Przyznał, że popyt jest słaby i co gorsze nie wiadomo, czy i kiedy ożywi się.Pierwszą oznaką kłopotów jest obniżanie prognoz przez europejskie firmy produkujące półprzewodniki. To może rozszerzyć się również na inne segmenty technologiczne. Włosko-francuska grupa, STMicroelectronics w ub. tygodniu ostrzegła, że amerykańskie problemy powodują gwałtowny wzrost liczby odwołanych lub przełożonych zamówień. O gwałtownym załamaniu zamówień informuje też holenderska spółka półprzewodników ASM Lithography. Jej szef uważa, że bardzo dużo może się jeszcze wydarzyć w tej branży i to w najbliższych dwóch tygodniach.

J.B., ?Financial Times?