Reklama

W 2002 roku świat będzie wychodził z dołka

Cały świat wspólnie pogrąża się w recesji i wspólnie będzie z niej wychodził w 2002 roku - taką opinię zgodnie wyrażają ekonomiści z międzynarodowych instytucji finansowych oraz analitycy z Wall Street. Skutki tragicznych zamachów z 11 września 2001 r. globalna gospodarka będzie odczuwać jeszcze przez długie miesiące.

Publikacja: 29.12.2001 08:24

11 września nie był jednak punktem zwrotnym dla globalnej gospodarki. Co prawda, niemal wszystkie rozwinięte gospodarczo kraje odczuły pośrednio lub bezpośrednio skutki zamachów terrorystycznych, ale koniunktura gospodarcza wyraźnie słabła jeszcze przed uderzeniem terrorystów.

"Tragiczne wypadki z 11 września pogorszyły i tak już trudną sytuację światowej gospodarki" - piszą ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego w najnowszym wydaniu "World Economic Outlook". Gospodarka USA kurczyła się już od marca 2001 r., a przemysł nawet od jesieni 2000 r. Podobny proces, choć na znacznie poważniejszą skalę, przeżywała także Japonia - druga co do wielkości gospodarka świata. Zwalniały też Niemcy - główny filar gospodarki zjednoczonej Europy. Atak terrorystów wpłynął na głębokość kryzysu - zachwiał jeszcze bardziej zarówno zaufaniem konsumentów, jak też i poczuciem bezpieczeństwa w świecie biznesu. Czy, gdyby nie byłoby zamachów, udałoby się uniknąć recesji? - na to akademickie już dziś pytanie trudno dać jednoznaczną odpowiedź. W samych Stanach Zjednoczonych zamachy terrorystyczne obniżyły PKB w III kwartale o 2,0-2,5%, ale bezrobocie ciągle utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie 5,7%.

Globalny wzrost,

ale niższy

Najnowsza prognoza Międzynarodowego Funduszu Walutowego przewiduje na lata 2001-2002 globalny wzrost gospodarczy w wysokości 2,4%, co stanowi znaczny spadek w porównaniu z 4,7% odnotowanymi w 2000 roku. Będą to najsłabsze wyniki światowej gospodarki od 1993 roku (2,3%). Jeszcze w październiku MFW prognozował globalny wzrost w 2002 r. na 3,5%. Teraz międzynarodowi ekonomiści uważają, iż dopiero w 2003 roku nastąpi znaczące ożywienie gospodarcze. Także Gail Foster, główna ekonomistka prywatnej prestiżowej organizacji Conference Board, prowadzącej na Wall Street badania makroekonomiczne, szacuje, że w ciągu najbliższych 18 miesięcy światowa gospodarka będzie się rozwijać w tempie 2,2%-2,6%.

Reklama
Reklama

Ożywienie

zacznie się w USA

Ekonomiści są zgodni, że to amerykańska gospodarka ciągle pozostaje globalną lokomotywą i ożywienie rozpocznie się właśnie po drugiej stronie Atlantyku. Kiedy? Najprawdopodobniej już na początku 2002 roku. Taką opinię wyrażają zgodnie eksperci z MFW, Conference Board i amerykańskich firm maklerskich. Jedenaście z rzędu obniżek stóp procentowych, jakich dokonał Komitet Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej, musi zacząć przynosić konkretne efekty. W Stanach Zjednoczonych wchodzą w życie kolejne elementy przegłosowanej ubiegłej wiosny reformy podatkowej, które także wpłyną pozytywnie na sytuację gospodarczą. W tej sytuacji przeforsowanie w Kongresie kolejnego pakietu stymulacyjnego, który jest obecnie przedmiotem sporów między demokratami a republikanami, będzie dla gospodarki sprawą drugorzędną - uważa Robert McCann z Merrill Lynch.

Istnieje wiele przesłanek przemawiających za dość szybkim ożywieniem amerykańskiej gospodarki. Przede wszystkim amerykańskim producentom udało się w znacznym stopniu zredukować nagromadzone zapasy, co pozwala mieć nadzieję na poprawę w przemyśle, znajdującym się w recesji już od jesieni 2000 roku. - Samo tylko zatrzymanie spadku aktywności produkcyjnej w USA zwiększy PKB tego kraju o 1% - twierdzi Gail Foster. Kolejny miesiąc z rzędu rośnie też publikowany przez Conference Board indeks wyprzedzających wskaźników ekonomicznych (LEI), prognozujący krótkoterminową koniunkturę gospodarczą na najbliższe 3-6 miesięcy. Także wewnętrzny rynek konsumentów, od którego zależy ponad 60% amerykańskiego PKB, daleki jest od załamania. Trzeba jednak pamiętać o możliwości kolejnych zamachów terrorystycznych w różnych częściach świata. Te mogą znów zachwiać zaufaniem konsumentów i doprowadzić do kompletnego załamania na rynku turystyki czy przewozów lotniczych.Nie wszędzie jest

tak samo

Jeśli chodzi o pozostałe wielkie gospodarki świata, to perspektywy odbicia się od dna są nieco gorsze. Japonia już znajduje się w głębokiej recesji, zwolniły także Niemcy. - Inne ważne kraje, takie jak Chiny, Indie i niektóre dynamiczne gospodarki europejskie, wydają się mniej dotknięte przez obecny kryzys - uważa Gail Foster. Odzwierciedla to nowy układ sił na gospodarczej mapie świata - Japonia i Niemcy, stanowiące filary globalnej ekonomii w minionym 30-leciu, relatywnie kurczą się w porównaniu ze swoimi sąsiadami. Dziś oba te kraje wytwarzają około 12% globalnego PKB, podczas gdy w 1990 - aż 14%. - Trendy recesyjne nie są ani zsynchronizowane ani uwarunkowane globalnie - twierdzi G. Foster. Z makroekonomicznego punktu widzenia skutków zamachów z 11 września nie da się porównać do kryzysu naftowego z lat 70. czy serii podwyżek stóp procentowych z lat 80. XX stulecia.

Reklama
Reklama

Negatywna reakcja na niedawne wydarzenia polityczne jest przede wszystkim uzależniona od struktury gospodarczej kraju. Chiny - szósta gospodarka świata, uzależniona w dużym stopniu od handlu ze Stanami Zjednoczonymi - dzięki swojej dynamice zdołały utrzymać wysokie tempo wzrostu. Dobrze radzi sobie Rosja, która bez większego szwanku powinna przetrwać obecny spadek cen ropy naftowej. Nie najgorzej oceniane są także perspektywy Europy Środkowowschodniej. Według Conference Board, wzrost gospodarczy w tym regionie wyniesie w 2001 roku 3,8%, a w 2002 - 4,2%, będzie więc znacznie wyższy niż w USA czy w strefie euro.

Ekonomiści oczekują, że ożywienie gospodarcze pojawi się w Europie i innych dotkniętych kryzysem krajach w kilka miesięcy po USA. Wiele zależeć będzie od polityki banków centralnych, które powinny poluzować politykę monetarną. - Jeśli do tego dojdzie, to do końca przyszłego roku będziemy świadkami zsynchronizowanego, globalnego ożywienia gospodarczego - twierdzi Bruce Steinberg, główny ekonomista Merrill Lynch. Jego zdaniem, Europa Zachodnia będzie wolniej od Ameryki odzyskiwała utracony grunt z powodu mniej agresywnej polityki Europejskiego Banku Centralnego.

Rok 2001 nie przyniósł wiele dobrego inwestorom giełdowym. Po raz pierwszy od 1974 r. rynki zniżkowały przez drugi rok z rzędu. Zamachy z 11 września przyniosły kolejne załamanie indeksów i choć rynki dość szybko odrobiły straty, to pewne sektory (transport lotniczy, ubezpieczenia, turystyka, część technologii) znalazły się w głębokim dołku. Tym, którzy załamują ręce nad stratami giełdowymi, warto przypomnieć, że w 1999 roku główny wskaźnik Nasdaq wzrósł o 85%, co jak na poważną giełdę w kraju nie będącym przecież "wschodzącym" rynkiem nie było rzeczą normalną. Tegorocznych spadków na tę skalę nie przewidział jednak nikt - na początku 2001 roku analitycy z Lehman Brothers, Goldman Sachs i Merrill Lynch przepowiadali kilkunastoprocentowe wzrosty głównych indeksów giełdowych. Nikt jednak wówczas nie był w stanie przewidzieć, że 11 września terroryści-samobójcy użyją samolotów pasażerskich w celu zniszczenia finansowego centrum Ameryki.

Co czeka giełdy

Według analityków z Meriill Lynch, 2002 rok nie powinien przynieść rewolucyjnych zmian w wysokości indeksu S&P 500. Richard Bernstein, jeden z głównych strategów inwestycyjnych ML, uważa, że wciąż istnieje duże pole do udanych inwestycji. - Obecnie przeceniony jest cały szereg wartościowych spółek. W 2002 roku kapitał będzie przepływać w kierunku dobrych korporacji w takich sektorach, jak energetyka, ochrona zdrowia, finanse, produkty konsumpcyjne czy zbrojenia - twierdzi R. Bernstein.

Z kolei Douglas Cliggott, strateg inwestycyjny domu maklerskiego J.P. Morgan, przewiduje dalszy spadek S&P 500 do poziomu 950 pkt. i doradza zmniejszenie udziału akcji amerykańskich spółek w portfelu inwestycyjnym do 50%. Jego sugestie wydają się jednak zbyt pesymistyczne - 2002 rok powinien przynieść znaczną poprawę wyników finansowych spółek. Według prognozy First Call, zyski korporacji wchodzących w skład S&P 500 powinny wzrosnąć średnio o 15,5%.

Reklama
Reklama

David Bowers, główny strateg ML ds. globalnych inwestycji, upatruje w stabilizacji sytuacji gospodarczej szansy także dla "wschodzących rynków", w tym dla Europy Środkowowschodniej i Rosji. To tu może trafiać w nadchodzącym roku kapitał wysokiego ryzyka lokowany dotychczas na Nasdaq. Na proces ten może jednak wpłynąć negatywnie kryzys na innych "wschodzących" rynkach, tak jak ma to miejsce w przypadku Argentyny.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama