WIG20 przebił na zakończeniu wczorajszej sesji poziom 1283 pkt., gdzie znajduje się szczyt z 6 grudnia ub.r., co, według analityków technicznych praktycznie wyklucza możliwość rychłego powrotu do przełamanej właśnie linii głównego trendu spadkowego. Szał zakupów dotyczył praktycznie wszystkich kluczowych spółek. Mniej imponujące były natomiast obroty, które przekroczyły 360 mln zł. Mimo początkowego zainteresowania, inwestorzy zrezygnowali praktycznie tylko z poważniejszego zaangażowania w walory Elektrimu (o tym w artykule poniżej).
Kursy najcięższych walorów systematycznie pięły się natomiast do góry. TP SA, PKN ORLEN i KGHM wzrosły odpowiednio o 10,7%, 8,1% i 8,7%. Podobną skalę wzrostów odnotowano na papierach ComArchu, Softbanku, a o 4,8% wzrosła wartość akcji ComputerLandu. Równie dobrze prezentował się sektor bankowy.
Wzrostom w Warszawie sprzyjała także dobra koniunktura na giełdach zachodnioeuropejskich, gdzie optymizm inwestorów wywołały nadzieje na ożywienie gospodarcze w br. Na tamtejszych parkietach kupowano głównie akcje firm technologicznych. Również w USA od początku sesji interesowano się przede wszystkim spółkami z tego sektora - Nasdaq rósł o godz. 18.00 naszego czasu o 2,36%.
- Myślę, że za czwartkowymi wzrostami stoją mniejsze krajowe instytucje finansowe, które powiększają jeszcze zaangażowanie w akcje i - przede wszystkim - inwestorzy zagraniczni. Za udziałem tych ostatnich przemawia duży wzrost najcięższych papierów - TP SA, KGHM, PKN czy Pekao. Nie sądzę, by rodzimi inwestorzy wykazywali tak dużą determinację w dokupowaniu walorów tych właśnie spółek. Przypuszczam, że nieco mniej aktywne były dwa największe OFE, które już wcześniej uzupełniały portfele akcjami blue chips - powiedział PARKIETOWI Sebastian Buczek, doradca inwestycyjny ING BSK IM.
Jego zdaniem, inwestorzy zagraniczni przystępując na początku br. do przebudowy portfeli przyznali Polsce wyższe ratingi i teraz zwiększają w nich wagę papierów naszych firm. Co więcej, czują się oni tym bezpieczniej, że mogą liczyć na wsparcie ze strony polskich funduszy emerytalnych, które lokując systematycznie kolejne środki muszą w konsekwencji powodować nawet nieuzasadnione fundamentalnie wzrosty. Według Sebastiana Buczka, wiele będzie teraz jednak zależało od sytuacji na głównych światowych parkietach.