Federalna Komisja Regulacji Energetyki (Federal Energy Regulatory Commission) zażądała od 143 firm trudniących się handlem energią złożenia zaprzysiężonych oświadczeń w sprawie operacji na rynku energetycznym. W ostatnich tygodniach do podobnych praktyk przyznało się pięć dużych korporacji. Proceder, zwany w energetycznym slangu "wash trading" lub "round-trip trading" (transakcje zerowe), polegał na szybkim kupowaniu i sprzedawaniu prądu bez zysku. W efekcie zwiększały się znacznie przychody spółek. Dzięki zwiększonym obrotom firmy energetyczne mogły też walczyć o lepszą pozycję na rynku i budować swoją reputację.
Władze federalne chcą jednak ustalić, czy operacje - skądinąd całkowicie legalne - nie przyczyniły się do gwałtownego wzrostu cen energii elektrycznej podczas kalifornijskiego kryzysu sprzed dwóch lat. W operacje na rynku był wówczas zaangażowany zbankrutowany Enron.
Rynek energii nie jest w USA tak uregulowany, jak handel innymi surowcami. Spółki nie mają na przykład obowiązku informowania agencji rządowych o wszystkich operacjach. W odróżnieniu od giełd kapitałowych, spółki handlujące energią mogą też wpisywać sumy przeprowadzonych transakcji w rubrykę "przychody". Nie wszystkie to robiły - Williams Cos. z Oklahomy przyznała się ostatnio do "round-trip trading", ale jednocześnie stwierdziła, że operacji nie rejestrowano jako przychód. Natomiast firma Reliant Resources Inc. z Teksasu została zmuszona do zmiany ubiegłorocznych raportów finansowych. W I kwartale ub.r. przychody zostały zmniejszone o 1,2 mld USD, czyli o około 14%. CMS Energy Corp. przyznał się, że zawyżył przychody za lata 2000-2001 o 4,4 mld USD. Do podobnych praktyk przyznały się także Dynegy Inc. oraz Duke Energy Corp.
Oddzielne śledztwo w sprawie "transkacji zerowych" prowadzi także Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).