Tak dobrych raportów makroekonomicznych jak te, prezentowane w ubiegłym tygodniu inwestorzy nie czytali już od dawna. W maju środkowe stany USA odnotowały wzrost produkcji nie notowany od kwietnia 1999 r. Departament Handlu poparł te dane stwierdzając, że zamówienia na produkty przemysłowe wzrosły w kwietniu o 1,2% - najwięcej od października 2001 r. - a w tym na maszyny podskoczyły o 4,5%, na urządzenia przesyłające i przetwarzające energię elektryczną o 9,6%. Natomiast stowarzyszenie producentów półprzewodników (Semiconductor Industry Association), poinformowało, że sprzedaż mikroprocesorów na całym świecie wzrosła w kwietniu o 3,2%.
- Wreszcie zaskakuje trzeci cylinder silnika ekonomii - wydatki na cele inwestycyjne zaczynają wzrastać i to jest ważny impuls generujący ożywienie gospodarcze - omawiał raporty Sung Won Sohn, główny ekonomista Wells Fargo dla "Los Angeles Times". Również opublikowane w ubiegłym tygodniu dwa raporty o nastrojach konsumenckich - środowy, nowojorskiej Conference Board oraz piątkowy, ekonomistów z Uniwersytetu stanu Michigan - wskazywały na to, że Amerykanie wciąż wykazują ważny dla ekonomii optymizm w nabywaniu towarów i usług.
Giełda nie słuchała jednak w ubiegłym tygodniu ani ekonomistów, ani finansistów - tylko polityków. Piątkowa, kończąca tydzień spadków hossa załamała się w połowie sesji. Reagując na możliwość wybuchu wojny między Indiami i Pakistanem inwestorzy wycofali się przed weekendem na z góry upatrzone pozycje. Dow Jones zakończył tydzień ze stratą 1,8%, obniżając się o 0,2% przez cały maj. S&P 500 spadł o 1,5% w ciągu tygodnia i o 0,9% w kończącym się miesiącu. Natomiast Nasdaq Composite stracił 2,8% na wartości w ubiegłym tygodniu i 4,3% w maju. Najlepiej daje sobie radę złoto, które tydzień i miesiąc kończyło na rekordowo wysokim poziomie cenowym 327,5 USD za uncję.
Nie wszyscy komentatorzy zachowują olimpijski spokój, obserwując obsuwanie się rynku. - Myślę, że widzimy powolną kapitulację inwestorów - stwierdził Kevin McClintock, analityk z firmy inwestycyjnej David L. Babson dla Barrons'a. - Końcówka tygodnia była rzeczywiście "szarpana". Zbyt wiele spraw dziejących się na świecie mogłoby w ciągu weekendu negatywnie oddziaływać na los amerykańskiej giełdy - próbował racjonalizować sytuację Arthur Hogan, szef działu analiz rynkowych w Jefferies & Co. dla agencji ABC News. - Ludzie czują się bardziej pewnie, realizując nawet dwuprocentowe zyski, nie chcą ryzykować 10- lub 15-procentowych strat - dodał Scott Curtis, kierujący działem inwestycji na rynku amerykańskim Credit Lyonnais w programie CBS MarketWatch. - Ekonomia ma się dobrze, ale giełda wciąż usiłuje znaleźć dno. Byk musi jeszcze poczekać - podsumował Scott Bleier, prezes Hybridinvestors.com dla ABC News.
W bieżącym tygodniu z dużą uwagą inwestorzy przyjmą piątkowy raport Departamentu Pracy o bezrobociu w maju. W czwartek zarząd Intela spotyka się z analitykami, będzie mowa o perspektywach firmy w drugim kwartale i drugiej połowie bieżącego roku.