Czwartek był spokojnym dniem. Szczególnie w porównaniu z pierwszymi dniami
tygodnia, kiedy czekaliśmy na Radę Gabinetową. Co prawda, i wtedy dużych ruchów nie było, ale dało się wyczuć nerwowość. Złoty przez cały dzień oscylował wokół 9% powyżej starego parytetu. Najczęściej spotykanymi poziomami nominalnymi były 4,025 zł za USD i 3,81 zł za euro.
Dzisiaj zostaną opublikowane dane dotyczące podaży pieniądza w maju. Pozwolą one na lepsze przybliżenie wskaźnika inflacji. Nikt jednak nie spodziewa się tego, że doszło do jakichś wyraźnych zmian w tendencjach, które obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach. Dynamika depozytów zapewne znowu spadła, a ilość pieniądza gotówkowego wzrosła (efekt przejadania oszczędności). Nic nie wskazuje na to, aby dane miały pokazać jakiś silny wzrost popytu wewnętrznego. Prognozy inflacji na poziomie 1,9%-2,2% rok/rok zostaną więc zapewne utrzymane.
Rano wartość euro dość wyraźnie spadła. Notowania zaczynaliśmy co prawda z 0,943, ale około 11.00 dotarliśmy do 0,94. Ten psychologiczny poziom został jednak obroniony. Wspólna waluta powoli zaczęła odrabiać straty. Przed publikacją informacji dotyczących gospodarki amerykańskiej, czyli około 14.30, byliśmy na 0,9415. Gdy okazało się, że dane z USA są znacznie gorsze od oczekiwań, doszło do silnych zmian. Już około 15.00 byliśmy na 0,946. Kończyliśmy nieznacznie niżej - na 0,9455.
Fed w swoim Beige Book, który poznaliśmy w środę późnym wieczorem, nie ogłosił żadnych rewelacji. Co prawda, specjaliści widzą wzrost w niektórych działach gospodarki, ale nie przekłada się on znacząco na wzrost zatrudnienia. Czwartkowe dane potwierdziły to, że cudów nie ma. Sprzedaż detaliczna spadła bowiem w maju o 0,9%. Oczekiwano spadku, ale jedynie o 0,3%. W kwietniu był wzrost o 1,2%. Ta informacja była główną przyczyną wzrostu wartości euro na rynkach międzynarodowych. PPI też potwierdził, że silnego ożywienia nie ma. Wskaźnik spadł bowiem o 0,4%, po zmniejszeniu o 0,2% miesiąc wcześniej. Analitycy spodziewali się wzrostu o 0,1%. Brak presji inflacyjnej można łączyć głównie ze słabym popytem wewnętrznym. Jedyną niezłą czwartkową informacją jest utrzymanie się liczby nowo zarejestrowanych bezrobotnych poniżej 400 tysięcy (dokładnie 390 tysięcy).