Jak informowaliśmy, Progress prowadził rozmowy z pracownikami Zakładów Mebli Giętych Fameg w sprawie przejęcia przez nich spółki. Zakończyły się one powodzeniem. Fundusz sprzeda 650,4 tys. walorów Niezależnemu Samorządnemu Związkowi Zawodowemu Pracowników Famegu oraz 227,3 tys. akcji Związkowi Zawodowemu Inżynierów i Techników (łącznie ponad 30% walorów). Cena za papier to 1,20 zł, co w sumie daje 1,05 mln zł. Ponieważ wartość bilansowa netto akcji spółki w księgach Progressu wynosi zero, więc wpływy z transakcji będą stanowić zysk dla funduszu. Przed korektą na trwałą utratę wartości jej akcje w bilansie funduszu wyceniano na 17 mln zł.
Umowa zostanie zrealizowana, jeśli Komisja Papierów Wartościowych i Giełd zgodzi się na przeniesienie własności akcji poza rynkiem regulowanym. Zezwolenie jest potrzebne, bo Fameg to spółka publiczna. Z uzyskaniem zgody Komisji nie powinno być jednak problemów, biorąc pod uwagę sytuację przedsiębiorstwa. Do transakcji ze związkowcami przystąpił także Drugi NFI, podobnie jak Progress zarządzany przez PZU NFI Management i kontrolowany przez grupę PZU. Oba fundusze sprzedają w sumie 36-proc. pakiet walorów. Ofertę przejęcia akcji otrzyma również Skarb Państwa. Z naszych informacji wynika również, że związkowcy zamierzają odkupić także 20-proc. pakiet od NFI Jupiter.
Jakie są plany związkowców, nie wiadomo. Zarząd Famegu złożył do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości i umorzenie postępowania układowego z wierzycielami. Nowi właściciele najprawdopodobniej wycofają wniosek o upadłość, ale uratowanie firmy nie będzie łatwe, zważywszy na jej przekraczające 50 mln zł długi i fatalne wyniki (na koniec 2001 roku skonsolidowana strata netto Famegu wyniosła 33,1 mln zł, a w I kwartale prawie 5 mln zł). Związki mogą jednak liczyć inaczej niż Krakowskie Centrum Inwestycyjne, z którym rozmawiał wcześniej NFI, na wsparcie Gminy Radomsko, jeśli chodzi o przejęcie części majątku spółki i ulgi podatkowe. Być może także związkowcom, przy wsparciu gminy, uda się znaleźć partnera branżowego dla firmy.
- Musieliby jednak pogodzić się z faktem, że nie da się ochronić 1800 miejsc pracy, bo tyle osób - po przeprowadzeniu części planowanych zwolnień grupowych - zatrudnia zakład, a ochrona miejsc pracy jest kluczowym motywem działania związków w tym przypadku - twierdzi osoba uczestnicząca w negocjacjach między związkami a NFI.
Problemem pozostaje jednak płynność. Z naszych informacji wynika, że Raiffeisen Bank Polska konsekwentnie egzekwuje swoje należności wobec spółki, ściągając pieniądze z jej kont zasilanych przez zagranicznych kontrahentów. Zapasy wystarczają zaś na kontynuowanie produkcji przez zaledwie kilka - kilkanaście dni.