Na londyńskiej giełdzie staniała wczoraj trochę ropa naftowa. Uczestnicy tego rynku uznali bowiem zapowiedź starań prezydenta Busha o kolejną rezolucję ONZ za przesłankę odłożenia w czasie ewentualnej akcji militarnej USA w Iraku. Rynek ten wciąż jednak spodziewa się wojny, która spowodowałaby zmniejszenie podaży o 2 mln baryłek irackiej ropy dziennie, a być może ograniczenie również kuwejckiego eksportu. Jeśli do tego dodać wyjątkowo niski w tym roku stan zapasów, to wczorajszy spadek cen był zapewne jedynie przejściowy i mógł wynikać z chęci realizacji zysków przez niektórych spekulacyjnych inwestorów. Baryłka ropy Brent z Morza Północnego w dostawach na kwiecień staniała na londyńskiej giełdzie paliwowej o 33 centy, a więc o 1%, do 32,21 USD.
Natomiast znowu spadające wczoraj kursy na giełdach akcji i umocnienie się euro wobec dolara spowodowały kolejną zwyżkę ceny złota. Groźba wojny z Irakiem bowiem nie ustąpiła, a złoto, uchodzące za bezpieczną lokatę, staniało we wtorek do poziomu najniższego od siedmiu tygodni. Zdaniem analityków, taki spadek cen skłonił do zwiększenia zakupów inwestorów reprezentujących fizyczny popyt na ten kruszec. Silniejszy popyt mógł też być spowodowany informacją Departamentu Obrony o wysłaniu kolejnych 28 tysięcy amerykańskich żołnierzy w rejon Zatoki Perskiej. Wczoraj na popołudniowym fixingu w Londynie za uncję złota płacono 346 USD, wobec 344,1 USD we wtorek.
Cena tony miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali wynosiła po południu 1647 USD, wobec 1666 USD na zamknięciu wtorkowej sesji. Ten dość znaczny spadek wynikał ze zwiększonej sprzedaży przez fundusze.