To nie są jedyne wnioski z tej analizy. Chcieliśmy też zobaczyć, jak w rzeczywistości zachowują się na warszawskiej giełdzie portfele budowane w oparciu o wskaźnik C/Z. Badanie polegało na wyborze po trzy spółki z WIG20, które na koniec każdego kwartału miały najniższy i najwyższy wskaźnik C/Z. Patrzyliśmy, jak po 3 miesiącach kształtował się ich kurs względem WIG20. Nie braliśmy pod uwagę papierów z ujemnymi zyskami. Chcieliśmy się też dowiedzieć, jaką wielkość wskaźnika C/Z powinny mieć spółki, aby prawdopodobieństwo zarobienia na nich w ciągu 3 miesięcy było największe.
Lepszy wysoki C/Z niż niski
Rezultaty są bardzo ciekawe. Portfele złożone z walorów z najniższym wskaźnikiem w 7 przypadkach wypadały lepiej od WIG20, a w 5 gorzej. W sumie dało to wynik gorszy od indeksu. Przeciwnie było w przypadku portfeli ze spółkami z najwyższymi C/Z. Siedem razy wypadały lepiej od WIG20, a w sumie przyniosły stopę zwrotu o ponad 56% lepszą od indeksu.
Te wyniki mogą wydawać się nieco zaskakujące. Ale jest tak jedynie na pierwszy rzut oka, gdy traktujemy wskaźnik C/Z jedynie jako wyznacznik tego, czy dana spółka jest tania czy droga. Jeśli jednak odczytywać jego wartość jako wyraz oczekiwań inwestorów co do zysków, jakie firma będzie w stanie generować w przyszłości, to wszystko staje się jaśniejsze. Inwestorzy chętniej kupują te walory, w przypadku których jest większe prawdopodobieństwo wzrostu zysków. W grupie papierów z wysokim C/Z często także znajdują się te, które wcześniej generowały straty, a teraz powoli wychodzą na prostą. Warto też zauważyć, że niski C/Z może być w niektórych przypadkach wynikiem jednorazowych transakcji powiększających zysk netto. Tak było na przykład ze Stalexportem i sprzedażą posiadanych przezeń udziałów w telefonii komórkowej czy Elektrimem i odsprzedażą Vivendi udziałów w Elektrim-Telekomunikacja.
Są spółki odporne na bessę