Wśród firm, które planują zatrudnić nowe osoby, są Air India, AU Optronics z Tajwanu, japoński Canon i amerykański Boston Scientific. Szczególnie skłonne do zwiększania liczby etatów są przedsiębiorstwa z branż o wysokim potencjale rozwoju, m.in. związanych z ochroną zdrowia i komputerami. Jednak i tutaj nie ma żadnej reguły - np. IBM i dwie duże firmy farmaceutyczne - Baxter International i Schering Plough - zapowiedziały zwolnienia.

Wiele firm redukuje koszty, by poprawić opłacalność prowadzonej działalności. Z reguły polega to na zmniejszaniu zatrudnienia. Duże grupowe zwolnienia planują też m.in. Dow Chemicals, May Department Stores. Łącznie w lipcu firmy w USA zapowiedziały redukcję ok. 85 tys. pracowników - wynika z jednego z sondaży. Jest to liczba o 43% wyższa niż miesiąc wcześniej. I dzieje się tak, mimo przyspieszenia w amerykańskiej gospodarce. Gorzej wyglądają perspektywy rynku pracy w Europie. Recesja, zanotowana we Francji, Belgii, Niemczech i Holandii, sprzyja wzrostowi bezrobocia. Alstom i Dresdner Bank zapowiedziały duże redukcje etatów.

Ekonomiści próbują przewidzieć sytuację na rynku pracy. - Przez następne kilka miesięcy firmy będą starały się sprostać wyższej liczbie zamówień poprzez zwiększanie produktywności lub namawianie pracowników do pracy po godzinach - uważa Kenneth Goldstein z Conference Board, grupy badawczej z Nowego Jorku. - W przypadku dalszego wzrostu liczby zamówień, w 2004 r. zacznie się okres zatrudniania nowych osób - dodaje.

W opinii Barry`ego Botswortha, ekonomisty zajmującego się rynkiem pracy z Brooking Institution w Waszyngtonie, zwlekając ze zwiększaniem liczby etatów, spółki pozostaną konkurencyjne niezależnie od tego, czy będziemy świadkami przyspieszenia, czy też spowolnienia gospodarczego. Jednym ze sposobów na przeczekanie jest zatrudnianie pracowników tymczasowych. Ich liczba rośnie w USA od kwietnia przeciętnie o 41 tys. miesięcznie.