Reklama

Prywatyzacja powinna zastąpić ustawę kominową

Ustawa powstała, ponieważ było społeczne zapotrzebowanie na tego typu akty prawne, co z kolei było odpowiedzią na nagłaśniane przypadki patologii w sferze wynagrodzeń dla menedżerów

Publikacja: 31.10.2003 09:18

Ustawa kominowa miała skutecznie zapobiec patologiom w wynagradzaniu osób zarządzających podmiotami należącymi do Skarbu Państwa. Była swoistą zagrywką pod opinię publiczną, zbulwersowaną wysokimi pensjami w sektorze publicznym oraz samorządach. Z pewnością obniżka wynagrodzeń nie motywowała menedżerów do poświęcania się na rzecz spółek. - Sejm zrobił głęboki ukłon w stronę egalitarnych nastrojów, przy pełnej świadomości wielu posłów, że robią głupstwo. Ale sprzeciw oznaczał polityczne samobójstwo. Stoczyliśmy zwycięską batalię z kominami płacowymi w czasie, gdy świat idzie w odwrotnym kierunku - twierdzi Janusz Lewandowski, poseł Platformy Obywatelskiej i były minister przekształceń własnościowych. - Ustawa kominowa to jeden z najbardziej szkodliwych dla gospodarki pomysłów, jakie narodziły się w III RP - jednoznacznie ocenia wartość ustawowych zapisów Jerzy Wieliński, prezes zarządu Morskiego Portu Gdynia.

- Ustawa powstała, ponieważ było społeczne zapotrzebowanie na tego typu akty prawne, co z kolei było odpowiedzią na nagłaśniane przypadki patologii w sferze wynagrodzeń dla menedżerów - twierdzi Krzysztof Rychlicki, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Połowów, Przetwórstwa i Handlu Dalmor. - Ale każda ustawa, która w sposób administracyjny reguluje tak istotne problemy, jak wynagrodzenia, jest zła - dodaje.

Trudno się zatem dziwić, że nie wiązała się ona z poprawą wyników finansowych przedsiębiorstw państwowych. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w latach 2000-2002 rentowność prowadzonej działalności w przedsiębiorstwach państwowych wyraźnie się obniżyła. Jeszcze w 2000 roku wskaźnik poziomu kosztów (relacja kosztów z całokształtu działalności i przychodów z całokształtu działalności) wynosił w sektorze publicznym 98,8% (w sektorze prywatnym 97,8%). W 2002 roku zwiększył się do 101,7% (w sektorze prywatnym nieznacznie wzrósł do 98,5%). Oznacza to, że przez 2 lata przedsiębiorstwa państwowe stały się deficytowe, gdyż koszty przekroczyły przychody. Potwierdzenie tej negatywnej tendencji widać we wskaźnikach rentowności. Rentowność obrotu brutto (relacja zysku/straty brutto do przychodów z całokształtu działalności) firm państwowych w latach 2000-2002 obniżyła się z 1,2% do -1,7% (w sektorze prywatnym spadła odpowiednio z 2,2% do 1,6%). Podobnie było w przypadku rentowności obrotu netto (relacja zysku/straty netto i przychodów z całokształtu działalności). W przedsiębiorstwach państwowych obniżyła się w tym czasie z -0,2% do -2,5% (w firmach prywatnych spadła z 1% do 0,5%).

Ustawa nie daje efektów

Lata 2000-2002 to okres spowolnienia wzrostu gospodarczego. W takich czasach potrzeba sprawnych menedżerów, którzy potrafią sobie radzić w sytuacjach kryzysowych. Ci zaś kosztują, i to niemało. - Jeżeli płace w sektorze publicznym rosną szybciej niż w sektorze prywatnym, a produktywność tego pierwszego jest niższa niż drugiego, i do tego systematyczne spada (a że tak jest, to wystarczy przeczytać dane GUS-u), to znaczy, że ustawa ograniczająca płace nie przyniosła spodziewanych efektów - uważa prof. Waldemar Frąckowiak, kierownik Katedry Inwestycji i Rynków Kapitałowych poznańskiej Akademii Ekonomicznej. - Twórcom tej ustawy nie chodziło tylko o ograniczenie zarobków kadry kierowniczej, ale o zahamowanie wzrostu wynagrodzeń w całym sektorze publicznym. Jednak nie przy pomocy ustaw ograniczających wynagrodzenia, lecz poprzez prywatyzację, można poprawić efektywność funkcjonowania przedsiębiorstwa - twierdzi prof. Frąckowiak.

Reklama
Reklama

- Można spotkać się z opinią, że ustawę uchwalono po to, aby zmusić dyrektorów do szybszej prywatyzacji - przekonuje dr Jerzy Głuszyński z Instytutu Badania Opinii i Rynku Pentor. Z takim poglądem nie zgadza się prof. Frąckowiak, który uważa, że ustawodawca z pewnością nie miał takiej motywacji. - Chociaż nie ulega wątpliwości, że ustawa przyspieszyła kilka prywatyzacji, ale małych i średnich firm państwowych - dodaje prof. Frąckowiak.- Ta ustawa jest nieżyciowa - przekonuje Andrzej Schulz, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Poszukiwań i Eksploatacji Złóż Ropy i Gazu Petrobaltic w Gdańsku. - Wszelkie wynagrodzenia, nie tylko kadry kierowniczej, powinny być kształtowane zgodnie z zasadą "jaka praca, taka płaca". Wynagrodzenie kadry kierowniczej spółek Skarbu Państwa powinno być uzależnione od wyników finansowych tych spółek. Może to być na przykład premia, której wysokość stanowi ściśle określony procent od dywidendy odprowadzonej do Skarbu Państwa. Jednak bardzo często mamy do czynienia z sytuacją, w której menedżer ma zadanie uzdrowienia spółki. Jak wówczas szacować jego płacę? - Odpowiedź jest stosunkowo prosta - wynagrodzenie musi być pochodną poprawiających się wyników spółki - twierdzi prezes Petrobaltiku.

- Ten problem można rozwiązać innymi metodami - racjonalnie i elastycznie - przekonuje prezes Dalmoru. - Minister skarbu ma przecież swoich przedstawicieli w radach nadzorczych i poprzez nich może wpływać na poziom wynagrodzenia menedżerów. Rada nadzorcza powinna dysponować upoważnieniem do zawierania umów o pracę na takich warunkach, jakie uzna za właściwe.

Nie było odpływu kadry

kierowniczej

Krytycy ustawy podkreślali, że jej wprowadzenie w życie doprowadzi do odpływu najlepszych menedżerów z firm państwowych do prywatnych. Nic takiego nie nastąpiło, a wręcz przeciwnie. Liczba kandydatów ubiegających się np. o fotel prezesa LOT-u potwierdza, że państwowa posada jest nadal atrakcyjna (dla wielu jest ona wprawdzie odskocznią do innej kariery). - O tym, czy menedżerowie będą uciekali z firm prywatnych do państwowych, decyduje przede wszystkim rynek, a dopiero potem wysokość płac. Dokąd pójdą prezesi państwowych firm? Przecież rynek nie jest już taki chłonny, a i prywatne firmy potrzebują innych menedżerów - przekonuje prof. Frąckowiak. Wymowny jest tutaj przykład odchodzącego prezesa Banku Handlowego. Cezary Stypułkowski powiedział publicznie, że stanowisko prezesa PZU nie jest szczytem jego marzeń, lecz trzeba brać to, co oferuje rynek. Nasi rozmówcy zgodnie twierdzą, że ustawa radykalnie ogranicza możliwości zatrudniania dobrych fachowców. - Uczciwie mówiąc, niektórym fachowcom, których cenię i chciałbym, żeby ze mną współpracowali, w ogóle nie składam takich propozycji, ponieważ wiem, ile mogę im zaproponować i orientuję się, ile obecnie zarabiają - twierdzi prezes zarządu Portu Gdynia Jerzy Wieliński.

Ustawę można obejść

Reklama
Reklama

Prawo nie nadąża za rzeczywistością. Trudno się dziwić, że regulacja nie była w stanie ogarnąć wszystkich możliwych sytuacji związanych ze sferą płacową w sektorze publicznym. Już w chwili wejścia w życie ustawy podjęto próbę zbudowania listy przedsiębiorstw o szczególnym znaczeniu dla gospodarki, których zarządy mogły zarabiać o 50% więcej, niż przewidywała ustawa. Każdy próbował załapać się na nią. W rezultacie objęła czterysta przedsiębiorstw. Premier Buzek nie wyraził zgody na tak obszerną listę wyjątków.

Nieprecyzyjne prawo rodzi pokusę jego obejścia. Pytani przez nas prawnicy wskazywali zgodnie kilka możliwości ominięcia ustawy kominowej. W dużych przedsiębiorstwach zarządy mają zwykle do dyspozycji fundusz reprezentacyjny, którego limit można podwyższyć. Menedżerowie do swobodnego użytku (także prywatnego) mają samochody służbowe. To najprostsze sposoby obchodzenia ustawy kominowej.

Są jednak również bardziej wyrafinowane. Wiele dużych firm działa w ramach grupy kapitałowej. Na jej czele znajduje się spółka-matka, która kontroluje spółki-córki. Spółki zależne od spółki-matki mogą mieć jednak również spółki-córki (spółki-wnuczki spółki-matki). Wynagrodzenia w spółkach-córkach podlegają przepisom ustawy kominowej, w spółkach-wnuczkach już nie. Nic prostszego, aby członkowie zarządu spółek-matek zasiadali w organach zarządczych lub nadzorczych spółek-wnuczek. Ograniczeni postanowieniami "kominówki" prawdziwe profity mogą czerpać ze spółek-wnuczek, a wynagrodzenia ze spółek-matek tZarząd Morskiego Portu Gdynia ma spółki zależne. W niektórych z nich ma 100 procent udziałów. W takich firmach, zgodnie z ustawą kominową, wynagrodzenie menedżera może wynosić nie więcej niż 4 średnie krajowe. Ale ZMPG jest też współwłaścicielem spółek portowych, w których ma mniej niż połowę udziałów. Ich menedżerów ustawa kominowa nie dotyczy, mogą zarabiać znacznie więcej od kolegów, a nawet od prezesa ZPMG.

Skarb Państwa nie musi posiadać bezpośrednio większości głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, aby mógł kontrolować spółkę. Samodzielnie (bezpośrednio) może rozporządzać mniejszościowym pakietem. Wystarczy, żeby przez podmioty mu podległe kontrolował resztę, pozwalającą mu przekroczyć 50% kapitału zakładowego. W takiej spółce wynagrodzenia również nie podlegają ustawie kominowej.

Przykład byłego prezesa LOT-u dowodzi, że zawsze są możliwości "dorobienia" do niskich pensji. Przypadek LOT-u jest również ciekawy, gdyż z naszych informacji wynika, że wielu podwładnych byłego prezesa zarabiało znacznie więcej od niego (szef spółki plasował się podobno pod koniec pierwszej setki w hierarchii płacowej swojego przedsiębiorstwa).

- Ustawa kominowa obejmuje ściśle określony krąg kadry kierowniczej, co oznacza, że pracownicy niższego szczebla mogą zarabiać więcej. Ja nie widzę problemu w tym, że mój pracownik ma wyższe wynagrodzenie ode mnie, ale system wynagradzania, w którym podwładny zarabia więcej od szefa, to przecież system chory. Choć mieliśmy już w Dalmorze taką sytuację, że pracownikowi, którego praca miała dla spółki wielkie znaczenie i wnosiła bardzo istotne wartości, płaciliśmy więcej niż menedżerom objętym regulacjami ustawy kominowej - komentuje prezes Rychlicki.

Reklama
Reklama

Czas zmian nadszedł

W Ministerstwie Skarbu Państwa (MSP) od dawna prowadzi się prace nad modyfikacją ustawy kominowej. Początkowo resort sporządził nowelizację, która uchylała dotychczas obowiązującą ustawę. Gdyby do tego doszło, wynagrodzenia członków zarządu spółek Skarbu Państwa ustalałyby rady nadzorcze. Tak się jednak nie stało. Rząd po raz kolejny uznał, że ingerowanie w regulację, nazywaną przez Janusza Lewandowskiego potworkiem legislacyjnym, jest ryzykowne w obliczu niepokojów społecznych.

- Obecnie trwają prace koncepcyjne, po zakończeniu których projekt nowej regulacji trafi do kolegium MSP - wyjaśniła Magdalena Nienałtowska z resortu skarbu. Odmówiła jednak komentarza, kiedy projekt trafi pod obrady Kolegium MSP ani w jakim kierunku będzie zmierzać nowelizacja. Według naszych informacji, mało prawdopodobne jest uchylenie ustawy kominowej. Prawdopodobnie działania resortu skarbu będą zmierzały do zróżnicowania wielkości wynagrodzeń. Im większy zakres odpowiedzialności, tym większa pensja dla zarządzającego firmą lub podmiotem Skarbu Państwa. Obecnie szef przedsiębiorstwa państwowego, zatrudniającego kilka tysięcy osób, o sprzedaży rocznej rzędu kilkuset milionów złotych, może mieć takie samo wynagrodzenie jak dyrektor małej firmy państwowej.

Krytycy takiego rozwiązania mają zdecydowane poglądy. - Nowelizacja ustawy jest zbędna; taka ustawa jest niepotrzebna - uważa prof. Waldemar Frąckowiak. Pensje menedżerów powinny być powiązane z wynikami finansowymi ich firm. Tak się dzieje w państwach uprzemysłowionych. Wynagrodzenie stałe najczęściej stanowi 20-50% zarobków zarządzającego. Reszta jest zmienna, uzależniona od wyników.

Zarobki w sektorze publicznym budzą emocje społeczne. Ustawa kominowa miała je załagodzić. Nie udało się tego uczynić. Podatnicy mogą mieć za złe, że wciąż dokładają do przedsiębiorstw państwowych, a menedżerowie i tak znajdują sposoby na ominięcie regulacji. Uchylenie ustawy kominowej nie musi wcale oznaczać ponownego rozpasania w sferze wynagrodzeń. Wystarczy publicznie ujawniać (choćby w internecie) wysokość pensji wraz z innymi składnikami płacowymi oraz podawać podstawowe wyniki finansowe firm. Dotychczas obowiązująca ustawa stanowi, że informacje o wynagrodzeniach, nagrodach rocznych, świadczeniach dodatkowych i odprawach są jawne i nie podlegają ochronie danych osobowych ani tajemnicy handlowej.

Reklama
Reklama

Ile wynoszą zarobki zgodnie

z ustawą kominową?

Maksymalna wysokość wynagrodzenia osób objętych ustawą kominową może wynieść sześciokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, bez wypłat nagród z zysku w czwartym kwartale roku poprzedniego, ogłaszanego przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. W IV kwartale ubiegłego roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 2215,66 zł.

Przykłady wysokości wynagrodzeń:

13 293,96 zł

Reklama
Reklama

mogą zarobić kierujący przedsiębiorstwami państwowymi,

8862,64 zł

mogą zarobić kierujący samodzielnymi zakładami opieki zdrowotnej,

6646,98 zł

mogą zarobić kierujący państwowymi jednostkami i zakładami budżetowymi,

Reklama
Reklama

2215,66 zł

mogą zarobić członkowie organów nadzorczych

Kto podlega ustawie kominowej?

Ustawie podlegają wynagrodzenia osób na kierowniczych stanowiskach, m.in. w:

? przedsiębiorstwach państwowych,

? państwowych jednostkach organizacyjnych posiadających osobowość prawną, które nie są szkołami wyższymi, agencjami państwowymi, jednostkami badawczo-rozwojowymi i funduszami celowymi,

? samorządowych jednostkach organizacyjnych,

? jednoosobowych spółkach prawa handlowego Skarbu Państwa lub samorządu terytorialnego,

? spółkach, w których Skarb Państwa lub samorząd ma ponad 50% kapitału zakładowego lub liczby akcji,

? spółkach-córkach spółek, w których Skarb Państwa lub samorząd ma ponad 50% kapitału zakładowego lub liczby akcji,

? agencjach państwowych,

? jednostkach badawczo-rozwojowych,

? fundacjach, w których dotacja ze środków publicznych przekracza 25% rocznych przychodów albo w których mienie pochodzące ze środków publicznych przekracza 25% majątku fundacji na koniec roku i jego wartość przekracza 10% przychodów fundacji,

? funduszach celowych,

? państwowych jednostkach i zakładach budżetowych, z wyjątkiem organów administracji publicznej i organów wymiaru sprawiedliwości,

? gospodarstwach pomocniczych państwowych jednostek budżetowych,

? kasach chorych i Krajowym Związku Kas Chorych,

? samodzielnych publicznych ZOZ-ach.

Witold Zaraska, były prezes Exbudu

Funkcjonowanie firm państwowych jest uzasadnione istnieniem określonej strategii gospodarczej. Są to firmy pod specjalną ochroną, ale powinny być zarządzane zgodnie z mechanizmami gospodarki rynkowej, a nie tak jak jednostki budżetowe. Państwo ma duże udziały np. w norweskim koncernie Statoil, ale rozlicza zarząd za efekty ekonomiczne, a nie polityczne. Szefowie firm państwowych nie są w Polsce menedżerami z prawdziwego zdarzenia, ponieważ nie ma jasnych kryteriów nominowania ich na zajmowane stanowiska oraz kryteriów oceny efektów ich pracy. Firmy państwowe są raczej jednostkami parabudżetowymi i dlatego trzeba wprowadzać takie administracyjne ograniczenia, jak owa ustawa kominowa. Gdyby funkcjonowały w oparciu o normalny rachunek ekonomiczny, wszelkie tego typu regulacje byłyby zbędne.

Prof. Aldona Kamela-Sowińska,

była minister skarbu państwaNie możemy zapominać, że źródłem ustawy kominowej były patologie płacowe w samorządach. Bardzo często prezydent miasta zarabiał więcej niż prezydent państwa. To było chore. Przecież członkowie zarządu Polskiego Radia odbierali gigantyczne odprawy. To była patologia. Pamiętajmy także, że nie było efektywnych narzędzi nadzoru właścicielskiego spółek Skarbu Państwa. Przedsiębiorstwa państwowe były swoistego rodzaju "łupami politycznymi" niezależnie od tego, jaka opcja polityczna znajdowała się u władzy. Nie używam określenia "mniejsze zło", ale "rozsądek z urzędu" nakazuje optować za utrzymaniem ustawy kominowej. Dlaczego? Ponieważ powody, dla których powstała pierwsza ustawa, nadal istnieją. Do tego dochodzą bieżące problemy budżetu oraz kwestia zaufania społecznego dla osób sprawujących władzę. Warto zaznaczyć, że ustawa kominowa nie doprowadziła do odpływu fachowców, gdyż "rynek menedżerów" jest ograniczony. Oni nie pracują tylko dla pieniędzy oraz czują zbliżającą się konkurencję młodych, dobrze wykształconych ludzi, którzy będą pracowali za 13 tys. zł miesięcznie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama