Ustawa kominowa miała skutecznie zapobiec patologiom w wynagradzaniu osób zarządzających podmiotami należącymi do Skarbu Państwa. Była swoistą zagrywką pod opinię publiczną, zbulwersowaną wysokimi pensjami w sektorze publicznym oraz samorządach. Z pewnością obniżka wynagrodzeń nie motywowała menedżerów do poświęcania się na rzecz spółek. - Sejm zrobił głęboki ukłon w stronę egalitarnych nastrojów, przy pełnej świadomości wielu posłów, że robią głupstwo. Ale sprzeciw oznaczał polityczne samobójstwo. Stoczyliśmy zwycięską batalię z kominami płacowymi w czasie, gdy świat idzie w odwrotnym kierunku - twierdzi Janusz Lewandowski, poseł Platformy Obywatelskiej i były minister przekształceń własnościowych. - Ustawa kominowa to jeden z najbardziej szkodliwych dla gospodarki pomysłów, jakie narodziły się w III RP - jednoznacznie ocenia wartość ustawowych zapisów Jerzy Wieliński, prezes zarządu Morskiego Portu Gdynia.
- Ustawa powstała, ponieważ było społeczne zapotrzebowanie na tego typu akty prawne, co z kolei było odpowiedzią na nagłaśniane przypadki patologii w sferze wynagrodzeń dla menedżerów - twierdzi Krzysztof Rychlicki, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Połowów, Przetwórstwa i Handlu Dalmor. - Ale każda ustawa, która w sposób administracyjny reguluje tak istotne problemy, jak wynagrodzenia, jest zła - dodaje.
Trudno się zatem dziwić, że nie wiązała się ona z poprawą wyników finansowych przedsiębiorstw państwowych. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w latach 2000-2002 rentowność prowadzonej działalności w przedsiębiorstwach państwowych wyraźnie się obniżyła. Jeszcze w 2000 roku wskaźnik poziomu kosztów (relacja kosztów z całokształtu działalności i przychodów z całokształtu działalności) wynosił w sektorze publicznym 98,8% (w sektorze prywatnym 97,8%). W 2002 roku zwiększył się do 101,7% (w sektorze prywatnym nieznacznie wzrósł do 98,5%). Oznacza to, że przez 2 lata przedsiębiorstwa państwowe stały się deficytowe, gdyż koszty przekroczyły przychody. Potwierdzenie tej negatywnej tendencji widać we wskaźnikach rentowności. Rentowność obrotu brutto (relacja zysku/straty brutto do przychodów z całokształtu działalności) firm państwowych w latach 2000-2002 obniżyła się z 1,2% do -1,7% (w sektorze prywatnym spadła odpowiednio z 2,2% do 1,6%). Podobnie było w przypadku rentowności obrotu netto (relacja zysku/straty netto i przychodów z całokształtu działalności). W przedsiębiorstwach państwowych obniżyła się w tym czasie z -0,2% do -2,5% (w firmach prywatnych spadła z 1% do 0,5%).
Ustawa nie daje efektów
Lata 2000-2002 to okres spowolnienia wzrostu gospodarczego. W takich czasach potrzeba sprawnych menedżerów, którzy potrafią sobie radzić w sytuacjach kryzysowych. Ci zaś kosztują, i to niemało. - Jeżeli płace w sektorze publicznym rosną szybciej niż w sektorze prywatnym, a produktywność tego pierwszego jest niższa niż drugiego, i do tego systematyczne spada (a że tak jest, to wystarczy przeczytać dane GUS-u), to znaczy, że ustawa ograniczająca płace nie przyniosła spodziewanych efektów - uważa prof. Waldemar Frąckowiak, kierownik Katedry Inwestycji i Rynków Kapitałowych poznańskiej Akademii Ekonomicznej. - Twórcom tej ustawy nie chodziło tylko o ograniczenie zarobków kadry kierowniczej, ale o zahamowanie wzrostu wynagrodzeń w całym sektorze publicznym. Jednak nie przy pomocy ustaw ograniczających wynagrodzenia, lecz poprzez prywatyzację, można poprawić efektywność funkcjonowania przedsiębiorstwa - twierdzi prof. Frąckowiak.