Ceny kontraktów terminowych na ropę naftową ustanowiły wczoraj kolejne rekordy. Rynkiem paliwowym zawładnęła obawa, że OPEC i inni producenci ropy mają możliwości zwiększenia wydobycia zbyt małe, by zrekompensować ewentualne zakłócenia w dostawach. Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej w lipcu dostarczała tego surowca najwięcej od 25 lat. Ale stale rośnie też popyt, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, Chinach i Indiach. W rezultacie na londyńskiej giełdzie IPE cena baryłki skoczyła rano do 40,99 USD, bijąc dotychczasowy rekord notowań z 10 października 1990 r. wynoszący 40,95 USD. Rekord - 44,30 USD - padł też na NYMEX.

Po południu ropa zaczęła tanieć, gdyż na rynek dotarły dwie informacje łagodzące nastroje. Największy na świecie producent, Saudi Aramco, trzy miesiące przed terminem rozpoczął wydobycie z dwóch nowych pól i zapowiedział, że opóźni planowane zamknięcie starych szybów. Pełna eksploatacja nowych pól zwiększy moce produkcyjne Arabii Saudyjskiej o 800 tys. baryłek dziennie, a więc o 8%. Druga wiadomość nadeszła z Waszyngtonu, gdzie Departament Energetyki poinformował, że zapasy benzyny w minionym tygodniu niespodziewanie wzrosły w USA i to aż o 2,4 mln baryłek, najbardziej od lutego 2003 r. Analitycy prognozowali spadek tych rezerw o 0,5 mln baryłek.

W rezultacie na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w sierpniu kosztowała po południu 40,43 USD, w porównaniu z 40,64 USD na wtorkowym zamknięciu.