W I kwartale przyszłego roku nowe miejsca pracy chce utworzyć 24% amerykańskich pracodawców. Zwolnienia planuje zaledwie 3% z nich. Wskaźnik netto perspektyw zatrudnienia, obliczany jako różnica między odsetkiem pracodawców deklarujących tworzenie oraz redukowanie etatów, wzrósł zatem do poziomu 21 pkt proc.
Tak dobrymi perspektywami amerykański rynek pracy ostatni raz cieszył się w 2001 r., zanim tamtejsza gospodarka weszła w fazę recesji. - Naprawdę zaczynamy dostrzegać poprawę na amerykańskim rynku pracy - mówi szef Manpower Jeffrey Joerres. - Obraz rynku u progu 2005 r. jest wyraźnie lepszy niż był na początku 2004 r. - dodaje. W analogicznym sondażu sprzed roku wskaźnik perspektyw zatrudnienia wynosił 14 pkt proc.
Analitycy tłumaczą optymizm amerykańskich przedsiębiorców przyspieszeniem w gospodarce (PKB w minionym kwartale wzrósł o 3,9% w porównaniu z 3,3% w poprzednim) oraz uspokojeniem na rynku surowców, przede wszystkim ropy naftowej. Zgodnie z sondażem, najwięcej miejsc pracy powinno powstać w sektorach finansowym, ubezpieczeniowym, nieruchomości oraz górnictwie.
W wypadku Europy perspektywy rynku pracy są w tej chwili zdecydowanie słabsze, niż były jeszcze trzy miesiące temu. Spośród 11 krajów, biorących udział w badaniu (nie obejmuje Polski), statystyki pogorszyły się w sześciu przypadkach. W gospodarkach Niemiec i Włoch drugi raz z rzędu wskaźnik netto perspektyw zatrudnienia okazał się ujemny (wyniósł odpowiednio -6% i -1%; w badaniu odnoszącym się do bieżącego kwartału wynosił -2% i -1%), co oznacza, że między styczniem a marcem 2005 r. najprawdopodobniej więcej osób straci pracę, niż ją zdobędzie. - Wydaje się, że niemiecki rynek pracy stracił jakiekolwiek oznaki impetu, które pojawiły się w poprzednich dwóch kwartałach - mówi J. Joerres.
Raport Manpower, drugiego na świecie pośrednika w pracy czasowej, powstał na podstawie ankiet wśród 16 tys. przedsiębiorców w USA i 10 tys. w Europie, których firma z Milwaukee przepytała w dwóch ostatnich tygodniach października.