Reklama

Kilka, wiecznie żywych, uwag o ryzyku

Prognozować to prawie to samo, co prowadzić samochód, cały czas patrząc w obraz za tylną szybą

Publikacja: 31.12.2004 07:43

Znawcy płci pięknej twierdzą, że kobieta zmienną jest. Znawcy rynków finansowych twierdzą z kolei, że w porównaniu z nastrojem na rynku kobieta jest stała niczym skała Gibraltaru. Jest o tyle dziwne, że - jak wynika z moich obserwacji - w zawodach "rynkowych" dominują panowie. Zostawmy jednak różnice między płciami (z pewnością nie jest to temat do PARKIETU) i skoncentrujmy się na zmienności rynków. Spójrzmy choćby na ten rok.

Jeszcze w lutym za euro płaciliśmy prawie 5 złotych, a nad gospodarką wisiało widmo kryzysu. Na wspomnienie Polski inwestorzy zagraniczni krzywili się znacząco jak człowiek średniowiecza na widok trędowatego. A teraz? Sytuacja jest zgoła odmienna. Polskie obligacje idą jak ciepłe bułeczki, zaś dotychczasowe, znaczące umocnienie złotego, na nikim nie robi wrażenia. Wprost przeciwnie, wydaje się, że dla wielu inwestorów sytuacja, w której za euro płacić będziemy poniżej 4 złotych, jest już praktycznie w zasięgu ręki.

Tak na marginesie można przy tym zastanowić się, jak niewiele trzeba, by zadowolić rynki. Wystarczy wiarygodny premier, fachowi szefowie resortów gospodarczych i porządny (choć daleki od ideału) program fiskalny. Całość przyprawiona szczyptą propagandy (którą niektórzy nazywają programowym optymizmem) i mamy gotowy przepis na sukces.

Mówi się jednak, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Tak więc również obecnej "hossy" inwestycyjnej lepiej nie traktować jako danej raz na zawsze. Tym bardziej że doświadczenia historyczne nie napawają w tym względzie optymizmem. Jak policzył mój kolega, w ciągu ubiegłych lat średnia, roczna różnica pomiędzy maksymalnym i minimalnym kursem EUR/PLN wynosiła powyżej 60 groszy. Całkiem niezła zmienność, prawda? Tu jednak uważny Czytelnik może złośliwie skonstatować, że najlepszym prorokiem kursowym chyba nie jestem, skoro na początku lata ostrzegałem na tych łamach przed zwiększonym ryzykiem walutowym typowym dla okresów wakacyjnych. A tu proszę - lato 2004 roku było wyjątkowo dobre dla złotego. Nie miałem wtedy racji i wcale się z tym nie kryję. Nie stawiam sobie bowiem za cel przewidywania kursu walutowego, co bez podręcznej kryształowej kuli jest mało wdzięcznym zadaniem, lecz uświadomienie, że niezależnie od tego, jak silna jest obecna tendencja na rynku złotego kurs walutowy zawsze pozostanie czynnikiem ryzyka.

Z tego zaś niewiele osób chce sobie zdać sprawę. Zaczynając od grupy zawodowo mi najbliższej wystarczy zacytować stare powiedzenie dilerów, że nie warto pluć pod wiatr. Ale podążanie za trendem jest nie tylko przypadłością dilerów. Dziwnym trafem zawsze, gdy złoty zaczyna się wyraźnie umacniać, nagle pojawia się fala telefonów od przyjaciół, znajomych, kolegów z zapytaniem, czy warto brać kredyt w walucie obcej. Bo przecież oprocentowanie jest niższe, a złoty tak bardzo się umacnia... I zawsze przy takich rozmowach mam dziwne odczucie, że moja argumentacja (że wybór zależy od akceptacji ryzyka i zdolności do okresowego ponoszenia wyższych kosztów) nie bardzo trafia do interlokutora. No bo przecież złoty tak się umacnia...

Reklama
Reklama

Ciekawe tylko, co mówili ci osobnicy na początku tego roku? To samo dotyczy sektora przedsiębiorstw. Ogólna zasada jest taka, że dopóki kurs walutowy podąża w stronę dla danej firmy korzystną, nie ma mowy o zabezpieczaniu się przed ryzykiem kursowym. A gdy trend się odwróci (a zwykle przebiega to całkiem szybko) jest już zwykle za późno na wszystko. No może poza rwaniem włosów z głowy.Ktoś kiedyś powiedział, że prognozować to prawie to samo co prowadzić samochód cały czas patrząc w obraz za tylną szybą. Ta bardzo ładna analogia pokazuje jasno, że wyciąganie wniosków dla złotego na podstawie tego, co wydarzyło się do tej pory jest, eufemistycznie rzecz ujmując, zajęciem ocierającym się o hazard. Czy nie jest bezpieczniej po prostu założyć, że niezależnie od tego, jak silny wydaje się trend obecny, kurs walutowy jest czynnikiem ryzyka? Takie podejście oszczędzić może wielu rozczarowań.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama