W ubiegłym roku dochody budżetu - według planu - miały wynieść 174,7 mld zł. Jednak w rzeczywistości były o nieco ponad 5 mld zł większe. Okazuje się, że spora część tej nadwyżki wynika ze wzrostu zadłużenia państwa. Według wyliczeń specjalistów, zajmujących się rynkiem papierów skarbowych, dzięki emisji obligacji budżet zarobił 1,8 mld zł. W resorcie udało się nam dowiedzieć, że ta kwota jest większa. Szczegółów jednak nam nie podano.
Jak zarabia się na zadłużaniu państwa? Wszystko zależy od oprocentowania obligacji. Gdy jest ono niższe niż stopy procentowe, resort sprzedaje papiery poniżej ceny nominalnej. Jeśli jednak stopy procentowe są niższe, wówczas - aby nie zadłużać się zbyt drogo - Ministerstwo Finansów sprzedaje powyżej ceny nominalnej. A różnicę między ceną sprzedaży a nominalną traktuje jako zysk. I dopisuje do pozostałych dochodów budżetu.
Z punktu widzenia inwestorów nie ma różnicy, czy papiery są sprzedawane po cenie emisyjnej, czy też drożej. Liczy się rentowność, będąca kombinacją ceny i oprocentowania. Czy w takim razie resortowi finansów też nie robi różnicy, za ile sprzedaje papiery? Pozornie również nie. Tyle tylko, że takie rozwiązanie oznacza w przyszłości znaczący wzrost kosztów obsługi długu.
Przykładowo - resort finansów sprzedaje obecnie jako papiery pięcioletnie obligacje dziesięcioletnie, które zapadają za 60 miesięcy. Jednak obecnie stopa interwencyjna banku centralnego wynosi 4,25%, gdy oprocentowanie obligacji - 6%. Czyli przez następne pięć lat budżet będzie za obsługę tych papierów płacił o kilkanaście złotych na każdej obligacji więcej. Przy emisjach, których wartość liczy się w miliardach złotych, oznacza to koszty obsługi długu większe o dziesiątki milionów złotych. W razie spowolnienia gospodarczego może to oznaczać konieczność cięcia innych wydatków niż te przeznaczone na obsługę długu publicznego.
W tym roku resort finansów też zarabia na zadłużaniu państwa. Jego urzędnicy wyjaśniają, że muszą sprzedawać "stare" emisje, z wysokim oprocentowaniem, aby zapewnić im odpowiednią płynność. Inaczej inwestorzy nie chcą kupować papierów bez dodatkowej premii, która także zwiększa koszty obsługi długu.