W wystąpieniu sejmowym Tomasz Wilczak, wiceminister gospodarki, uspokajał posłów, że główny dostawca gazu do Polski - rosyjski Gazprom - nie wywiera nacisku na PGNiG w sprawie podwyżki cen paliwa. - O ile mi wiadomo, PGNiG ma obecnie normalne kontakty handlowe z dostawcą - powiedział Wilczak w Sejmie.

W połowie lutego główny dostawca gazu do Polski zapowiedział, że chce w ciągu miesiąca rozpocząć rozmowy o podwyżce cen. Ostrzegał, że w razie fiaska negocjacji skieruje sprawę do arbitrażu. Miesiąc minął, jednak nie wiadomo, czy rozmowy się rozpoczęły. - Korespondencja dotycząca dostaw gazu zawiera informacje poufne, które nie powinny być rozgłaszane - powiedział PARKIETOWI przedstawiciel biura prasowego Gazpromu. Zwrócił uwagę, że nie powinna tego robić również strona polska. Dodał, że prowadzenie regularnych negocjacji, dotyczących korekty cen, to zwykła praktyka biznesowa. - Taką możliwość przewidują wprost długoterminowe kontrakty zawarte przez Gazprom nie tylko z Polską, ale także z innymi krajami kupującymi gaz z Rosji - podkreślił przedstawiciel rosyjskiego giganta. Nie udało nam się uzyskać komentarza PGNiG w tej sprawie.

Dostawy rosyjskiego gazu do Polski są realizowane na podstawie tzw. kontraktu jamalskiego, który obowiązuje do 2021 r. Przewiduje on, że ceny błękitnego paliwa ustalane są na podstawie formuły, która zawiera ceny produktów ropopochodnych (olejów lekkich i ciężkich) oraz specjalne mnożniki. Tylko w zeszłym roku, w związku ze zwyżką cen ropy, faktyczne opłaty, jakie ponosiło PGNiG, podskoczyły o 40 proc. Jednak Gazprom daje do zrozumienia, że to za mało, bo opłaty za gaz płynący do Polski są jednymi z najniższych w Europie. Żadna ze stron nie zdradza ich wysokości ani tego, jakich podwyżek domagają się Rosjanie.