Od czasu zeszłorocznych wyborów parlamentarnych ryzyko polityczne zajmuje poczesne miejsce w analizach i komentarzach. A więc istotne zagrożenie dla krajowego rynku finansowego stanowiło ewentualne zwycięstwo PiS, później brak wspólnego rządu z PO, wreszcie wejście do koalicji ugrupowań roszczeniowo-populistycznych. Szeroko było komentowane możliwe wyjście z rządu wicepremier Zyty Gilowskiej.

Choć większość rozstrzygnięć rynkom nie sprzyjała, gwałtownych reakcji nie było - ani notowania obligacji, ani walut, ani akcji nie załamały się pod wpływem polityki. Bo nie to decyduje teraz o poziomie kursów na naszym rynku.

Ale są rynki, gdzie polityka jest prawie wszystkim. We wtorek do kolejnej przeceny doszło na giełdzie w Nablusie na terenie Autonomii Palestyńskiej. Indeks Al-Quds spadł o 2,7 proc. i na zamknięcie sesji miał wartość 523,1 pkt, najniższą od marca 2005 roku. Kurs akcji największego na giełdzie holdingu Palestine Development and Investment obniżył się o 3 proc., do 2,59 jordańskich dinarów, również o 3 proc., do 4 dinarów, zniżkował kurs Palestinian Telecom. To maksymalna dopuszczalna dzienna zmiana notowań. Jak stwierdził jeden z analityków, spółki mają silne fundamenty, ale ze względu na sytuację polityczną inwesto- rzy sprzedają ich akcje niemal za darmo. Biorąc pod uwagę cenę nominalną, nie jest to stwierdzenie zbyt ścisłe - jeden jordański dinar to 4,32 zł, zatem walory spółki telekomunikacyjnej kosztują 17,3 zł.