Ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym narusza prawa pracownicze - twierdzą związki zawodowe.
Przyjęty przez Sejm akt prawny przewiduje, że w ciągu trzech miesięcy od utworzenia Komisji Nadzoru Finansowego pracownicy likwidowanych urzędów: Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych oraz Komisji Papierów Wartościowych i Giełd mogą, ale nie muszą dostać propozycji pracy w nowej instytucji. Natomiast osoby zatrudnione w Generalnym Inspektoracie Nadzoru Bankowego, który wejdzie do KNF dopiero w 2008 r., otrzymają taką informację do 31 marca 2008 r. W obu przypadkach ustawa daje gwarancje zatrudnienia tylko na 6 miesięcy. Nie mówi nic o warunkach płacowych ani o kryteriach doboru pracowników. - Te regulacje są mniej korzystne niż zapisy kodeksu pracy i ustawy o zwolnieniach z przyczyn niedotyczących pracownika - mówi Elżbieta Nowicka-Kukieła, przewodnicząca komisji zakładowej "Solidarność" w NBP. Jej zdaniem, ustawodawca nie zapewnia też właściwej ochrony kobietom w ciąży i osobom w wieku przedemerytalnym.
Agnieszka Nowacka z kancelarii Gessel przyznaje, że niektóre artykuły ustawy są nieprecyzyjne i mogą być interpretowane na niekorzyść pracowników.
Na te niejasności zwróciło już wcześniej uwagę biuro legislacyjne Sejmu na posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych. Jednak w piątkowym głosowaniu nad ustawą przepadł zgłoszony przez klub SLD wniosek, przewidujący 6-miesięczne odprawy dla osób, które nie dostaną pracy w nowym nadzorze albo nie będą chciały jej przyjąć. Posłowie zgodzili się natomiast na propozycję PiS. Dzięki temu pracownicy będą wiedzieć, czy dostaną angaż w KNF po trzech miesiącach, a nie po pół roku.
Wciąż jednak pozostają w niepewnej sytuacji. Efekty już są widoczne - z kadr odchodzą doświadczeni ludzie. Ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym budzi ich wątpliwości.