Wiedzieliśmy, że od początku działalności maklerskiej toczy się w spółce kontrola KPWiG. Zrobiliśmy to, co mogliśmy. Wielokrotnie doradzaliśmy zarządowi ścisłe przestrzeganie zaleceń Komisji. Z drugiej strony trwająca permanentnie kontrola była też dla nas okolicznością w jakimś sensie korzystną. Upewniała nas, że sprawy bezpośrednio związane z bieżącą działalnością spółki są odpowiednio monitorowane przez organ kontrolny.
Poskutkowało?
Obecnie widzimy potężne kłopoty zarówno WGI, jak i jej klientów. Zapytam jednak, co hipotetycznie można było zrobić, gdyby zalecenia nie poskutkowały?
Na przykład zrezygnować z pełnienia funkcji.
Sądzi Pan, że to spowodowałoby zmianę sytuacji? Gdyby kompetencje rady, w szczególności stanowiące, były szersze, a wymogi co do zaangażowania większe, każdy z członków zastanowiłby się na pewno, czy podoła temu zadaniu, mając inne zajęcia. Warto powiedzieć, że otrzymywane przez nas do marca br. informacje nie uzasadniały mimo wszystko aż takiego niepokoju o sprawy spółki. Kryzys wybuchł dość nagle, a jego eskalacja przybrała nieoczekiwany dla nas rozmiar. Obecnie łatwo krzyczeć "łapać złodzieja". Trzeba się jednak zastanowić, czy w określonych warunkach można było zrobić coś więcej.
Komisja od pewnego czasu zapowiadała złożenie pozwu na drodze postępowania cywilnego w imieniu poszkodowanych klientów przeciwko członkom zarządu i rady nadzorczej. Wiadomo, że już to zrobiła (domaga się zwrotu 220 mln zł). Co Pan o tym sądzi?