Wicepremier Roman Giertych przypomniał wczoraj o raporcie komisji śledczej ds. PZU, według którego umowa prywatyzacyjna jest nieważna.
Komisja wyprodukowała manifest polityczny, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Z całym szacunkiem dla członków komisji, nie ma ona możliwości decydowania o tym, czy jakaś umowa ma moc czy nie. Prawnie nikt do tej pory umowy prywatyzacyjnej nie zakwestionował. Najlepszym dowodem, że komisja śledcza nie miała żadnych argumentów, jest to, że choć minął prawie rok od powstania raportu, ani minister skarbu, ani minister sprawiedliwości nie zdecydował się na złożenie w sądzie wniosku o unieważnienie umowy prywatyzacyjnej. Po prostu obaj świetnie zdają sobie sprawę, że nie ma argumentów na poparcie tezy komisji śledczej.
Skąd w takim razie wziął się spór ze Skarbem Państwa? Skoro umowa prawnie jest ważna, to dlaczego, Pana zdaniem, kolejni ministrowie skarbu nie zrealizowali jej zapisów?
Myślę, że w pewnym momencie politycy, niezależnie z której partii, zaczęli żałować, że w ogóle podjęta została decyzja o prywatyzacji PZU. Bez znaczenia jest fakt, że towarzystwo zostało sprzedane akurat Eureko. Politycy chcą nadal rządzić w PZU i robią wszystko, by utrzymać swoje wpływy w spółce. Najgorszą rzeczą dla PZU jest zarządzanie spółką przez polityków. Oni tę firmę, prędzej czy później, zniszczą. Siła PZU to przede wszystkim uznana marka. Ciągłe spory polityczne, zmiany składu zarządu i rady nadzorczej, w zależności od tego, kto jest akurat u władzy, niszczą markę PZU. Nawet tak mocna spółka w dłuższym okresie po prostu tego nie wytrzyma. Politycy prowadzą bardzo niebezpieczną grę. Jeśli konflikt nie zostanie rozstrzygnięty za pomocą negocjacji, to, ze szkodą dla Skarbu Państwa, rozstrzygnie go sąd.
Dlaczego Eureko zwróciło się z prośbą o rozstrzygnięcie sporu do międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego, a nie do polskiego sądu?
Umowa prywatyzacyjna mówi, że wszelkie spory, dotyczące samej umowy, będą rozstrzygane przez sądy polskie. Tymczasem pozew, który złożyło Eureko w międzynarodowym trybunale, dotyczy naruszenia polsko-holenderskiej umowy z 1992 r. o wzajemnej ochronie inwestycji. Zakres pozwu jest znacznie szerszy niż kwestia umowy prywatyzacyjnej.Ministerstwo skarbu zaskarżyło częściowy wyrok trybunału, mówiący, że Polska naruszyła polsko-holenderską umowę. Zaskarżenie nie powoduje jednak, że postępowanie zostaje przerwane. W związku z tym ministerstwo złożyło drugi wniosek - o wykluczenie ze składu trybunału jednego z sędziów, Stephena Schwebla, zarzucając mu brak bezstronności. Tego rodzaju skarga zawiesza automatycznie postępowanie arbitrażowe. Moim zdaniem, ministerstwo skarbu złożyło skargę na Schwebla tylko po to, by zyskać na czasie.