Znów ożywili się "podbramowi" inwestorzy, kupujący akcje pracownicze. Nie tylko ogłaszają się na słupach czy w internecie. Atakują również bezpośrednio. Kilka dni temu wpadł mi w ręce tajemniczy list. Bez nadawcy. Otworzyłem. O dziwo, zamiast wysypującego się białego proszku o neutralnym zapachu, z koperty wypadła kartka z napisem "akcje" i numerem telefonu komórkowego. Ktoś więc stosując wyrafinowane techniki, z wykorzystaniem bombonierki i kawy dla pani Jadzi z sekretariatu, zdobył wykaz emerytów i rencistów jednej z firm farmaceutycznych, które mają tworzyć Polski Holding Farmaceutyczny. Następnie rozesłał tajemnicze listy. Nie wiem, czy przypadkowo, czy też nie, ale ominął również pewne paragrafy ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Trudno bowiem nazwać ofertą nabycia wspomniany list. Jeżeli jednak w jakiś sposób się to uda, to tylko teoretycznie można udowodnić, że oferta była skierowana do ponad 300 osób.
Niestety, nie udało nam się dodzwonić do potencjalnego nabywcy. Nie wiem, czy ktoś chciał kupić, czy sprzedać walory. Komórka nie działała. Nic dziwnego. Ważna jest szybkość. Rotacyjna zmiana wirtualnych biur, które znajdują się pod kolejnymi numerami komórek, jest niezbędna.
Na koniec. Odradzam z korzystania z ofert bramowych i pisemnych zapytań w sprawie odkupu pracowniczych akcji. Nie znam nikogo, kto sprzedał akcje pracownicze i był zadowolony. Jeżeli więc mamy takie papiery i dostajemy koperty bez nadawcy, traktujmy je jak osławione już przesyłki z wąglikiem. Czyli utylizujmy.