Rynek dyskontuje gorsze wskaźniki
Na pierwszy rzut oka stagnacja WIG20 jest o tyle zaskakująca, że polska gospodarka przeżywa właśnie okres rozkwitu, wyrażający się szybkim wzrostem produkcji przemysłowej przy wciąż niskiej inflacji i braku ryzyka radykalnych podwyżek stóp procentowych. Skąd zatem sceptycyzm inwestorów? Odpowiedź na to pytanie może kryć się w znanej giełdowej prawidłowości, zgodnie z którą kursy akcji zależą od oczekiwań rynku co do przyszłości. Dlaczego rynek akcji nie reaguje obecnie na szybki wzrost gospodarczy? Dlatego że ów wzrost gospodarczy został znacznie wcześniej uwzględniony w kursach akcji. W maju tego roku roczny wzrost produkcji przemysłowej sięgnął 19,1 proc. W ciągu ostatnich 10 lat tylko cztery razy zanotowano wyższy miesięczny wzrost produkcji. Nie przez przypadek zatem WIG20 ustanowił szczyt w maju - to właśnie w tym miesiącu wzrost gospodarczy był dotąd najszybszy.
Można przypuszczać, że przyczyną stagnacji notowań są obawy inwestorów, że w kolejnych miesiącach tempo wzrostu gospodarczego osłabnie. Kalkulacja możliwych scenariuszy jest obecnie dość prosta. Skoro dane gospodarcze z ostatnich miesięcy były tak świetne, to jest raczej niewielka szansa, że będą jeszcze lepsze. Nieco większe szanse są na to, że uda się utrzymać tempo wzrostu gospodarczego przynajmniej na obecnym poziomie. Inwestorzy liczą się też jednak z mniej optymistycznym scenariuszem, według którego dynamika gospodarcza zacznie słabnąć. Mają ku temu powody. W ostatnich dziesięciu latach produkcja przemysłowa (która jest silnie skorelowana ze zmianami
WIG20) zachowywała się niezwykle cyklicznie. Za każdym razem,
gdy koniunktura sięgała poziomów zbliżonych do tego z maja 2006 r., wzrost produkcji zaczynał stopniowo słabnąć, aż po kilkunastu miesiącach sięgał dna.
Gospodarka światowa
Wpływ na notowania: negatywny
Gospodarka światowa zaczyna zwalniać
Podczas gdy w Polsce obawy przed wyhamowaniem gospodarki widać na razie bardziej w notowaniach akcji niż w prognozach analityków, to na rynkach rozwiniętych temat spowolnienia gospodarczego stał się tematem numer jeden. Największa na świecie gospodarka amerykańska okres największego boomu ma już najwyraźniej za sobą. Największy wzrost PKB przypadł na I kwartał - wyniósł wówczas 5,6 proc. Już w II kwartale był zdecydowanie niższy - 2,9 proc. W kolejnych kwartałach może być jeszcze gorzej. Amerykańska gospodarka odczuwa negatywne skutki powrotu sytuacji na rynku nieruchomości do normalności. Dane napływające z tego sektora są wręcz fatalne. Przykładowo w lipcu sprzedaż domów na rynku wtórnym spadła o 11,2 proc. (rok do roku) - najwięcej od lat. W tym samym miesiącu wydatki na budownictwo wzrosły jedynie o 5,1 proc. (r./r.) - to tempo najniższe od trzech lat. Spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego wywołane m.in. sytuacją na rynku nieruchomości już odbija się na rynku pracy. Spadek liczby nowych bezrobotnych - parametru bacznie obserwowanego przez inwestorów - zatrzymał się już w lutym. Od tego czasu stopniowo liczba nowych bezrobotnych rośnie. Pogarszające się perspektywy obrazuje też indeks wskaźników wyprzedzających koniunktury (LEI), którego roczna dynamika znajduje się na poziomie najniższym od ponad czterech lat.
Spowolnienie w USA prędzej czy później odbije się także na całej gospodarce światowej. Pierwsze symptomy pogorszenia koniunktury widać już u naszego największego partnera handlowego. Gospodarka niemiecka jest w podobnej fazie cyklu koniunkturalnego, co Polska. Dane z ostatnich miesięcy były najlepsze od lat - w maju roczny wzrost produkcji przemysłowej sięgnął 6 proc. - najwięcej od szczytu w 2000 r.
W tej sytuacji, podobnie jak w Polsce, pojawiło się ryzyko, że nie uda się utrzymać tak wyśrubowanego wzrostu gospodarczego.
Dobitnie świadczy o tym szeroko cytowany wskaźnik nastrojów Ifo. Już od pięciu miesięcy notuje on systematyczny spadek z poziomu wieloletniego maksimum.
Przepływy kapitału na świecie
Wpływ na notowania: negatywny
Duża atrakcyjność bezpiecznych lokat
Więcej niż z polskich danych o napływie środków do funduszy można dowiedzieć się z informacji o globalnych przepływach.
Firma Emerging Portfolio podaje je co tydzień, a do tego cechują
się one pewną stabilnością, dość łatwo wychwycić dominujące
tendencje, trwające nawet po kilkanaście tygodni. Najpierw
przez pierwsze cztery i pół miesiąca tego roku obserwowaliśmy
mocny napływ pieniędzy do funduszy lokujących w akcje
na rynkach wschodzących, kolejne dwa miesiące przyniosły równie
zdecydowany odpływ, a od połowy lipca obserwujemy skromną
poprawę salda wpłat i wypłat. Ostatnie dwa tygodnie to znów wyraźny
odpływ pieniędzy. W sumie wypłaty przewyższyły w tym czasie
wpłaty o przeszło 800 mln USD. W efekcie tegoroczne saldo zamyka się kwotą 17 mld USD wobec 32 mld USD w połowie maja.
Taka sytuacja jest z jednej strony odzwierciedleniem nadziei na to,
że cykl podwyżek stóp procentowych w USA zakończył się,
co ma pozytywnie oddziaływać na postrzeganie rynków wschodzących, z drugiej utrzymujących się obaw przed spowolnieniem światowej
gospodarki. Nie bez znaczenia jest też pogarszająca się kondycja
niektórych gospodarek z emerging markets. Część "cierpi" z powodu aprecjacji (umacniania) lokalnych walut, inne ze względu na dotychczasowy wzrost cen ropy.
Ten obraz uzupełniają dane amerykańskiego Instytutu Firm Inwestycyjnych (ICI), z których wynika rosnąca popularność funduszy pieniężnych w Stanach Zjednoczonych. Generowane przezeń zyski zależą od wysokości stóp procentowych. W lipcu, pierwszy raz od prawie czterech lat, przez kolejne 12 miesięcy do podmiotów pieniężnych napłynęło więcej pieniędzy niż do akcyjnych.
Tendencje sezonowe i nastroje
Wpływ na notowania: neutralny
Wrzesień zaczął się wzrostem
W pierwszy wrześniowy poniedziałek WIG20 podskoczył o 3,9 proc. i był to drugi pod względem wielkości wzrost w tym roku. Nie byłoby w tym nic nienaturalnego, gdyby nie to, że to jednak wrzesień, jeden z najgorszych dla akcji miesięcy. W latach 1995-2005 WIG20 tracił w tym miesiącu średnio 2 proc. Statystyka dotycząca całego kwartału też oczywiście nie jest korzystna - między końcem czerwca i końcem września
WIG20 tracił w przeszłości przeciętnie 1,6 proc. Jesteśmy w połowie najgorszego miesiąca, w najgorszym dla akcji kwartale. Tymczasem od ostatniej sesji czerwca indeks dużych spółek zyskał ponad 3 proc.
Gdyby miał zachować się zgodnie ze schematami z przeszłości to jeszcze przed końcem miesiąca mielibyśmy wybicie dołem z sierpniowo-wrześniowej konsolidacji.
Trochę inne znaczenie sezonowym zależnościom można przypisać, dołączając do analizy wskaźniki nastroju - Wigometr i Pengab. W tygodniu zakończonym 25 sierpnia wartość czterotygodniowej średniej z Wigometru sięgnęła -38,8 proc. i była najniższa w historii. Od tamtej pory niewiele się podniosła. Tak skrajny pesymizm (zgodnie z kontrariańską interpretacją wskaźników nastroju) broni nas przed spadkami.
Spójrzmy teraz na średnioterminowy wskaźnik, za jaki można uznać badania koniunktury bankowej sporządzane przez Pentor. Tutaj sytuacja jest inna - nie ma strachu, jest przekonanie, że będziemy kupować i akcje, i jednostki funduszy inwestycyjnych. Choć w czerwcowym i lipcowym badaniu saldo popytu (różnica między odsetkiem placówek, w których stwierdzono wzrost zainteresowania akcjami i tych, gdzie stwierdzono spadek popytu) na akcje po raz pierwszy od kwietnia 2003 roku było ujemne, to saldo oczekiwanego popytu zmieniło się tylko w niewielkim stopniu. Podobną sytuację można było zaobserwować w przypadku jednostek funduszy inwestycyjnych - choć realny popyt spadł, to utrzymały się wysokie oczekiwania, że w przyszłości wzrośnie. Niski poziom Wigometru działa zatem korzystnie, ale w krótkim terminie, w dłuższej perspektywie negatywnym czynnikiem jest wysoka wartość Pengabu.
Rynki wschodzące na tle rozwiniętych
Wpływ na notowania: negatywny
Rynki wschodzące straciły przewagę
Mimo obecności w Unii Europejskiej, z punktu widzenia globalnychPolska nadal klasyfikowana jest jako rynek wschodzący. Nic więc dziwnego, że na dłuższą metę zmiany WIG20 są ściśle zależne od zachowania indeksu MSCI dla rynków wschodzących. W trakcie przeceny w maju i pierwszej połowie czerwca ta zależność była zaskakująco silna - oba indeksy spadły o ok. 24 proc. W ostatnich miesiącach WIG20 tylko na krótką metę zrywał tę więź. W lipcu polskie akcje drożały znacznie szybciej niż walory na innych rynkach wschodzących. Dla odmiany jednak w sierpniu relacja się odwróciła - pod względem stopy zwrotu WIG20 był najgorszym ze wszystkich światowych indeksów. Tak więc równowaga została przywrócona.
Obecność Polski w grupie rynków wschodzących była niewątpliwie atutem w pierwszych miesiącach roku. Wówczas na świecie panowała moda na inwestowanie w tych krajach, a do globalnych funduszy lokujących na emerging markets szerokim strumieniem płynęły pieniądze. W maju tendencja się odwróciła - inwestorzy zaczęli masowo wyprzedawać papiery. Po okresie najpierw zdecydowanej przewagi rynków wschodzących nad dojrzałymi, a później odwrotu na rynki rozwinięte, ostatnie dwa miesiące upływają pod znakiem powrotu do stanu równowagi. Od początku lipca do końca sierpnia indeks MSCI dla rynków wschodzących wzrósł o 3,4 proc., a indeks MSCI dla rynków rozwiniętych zyskał 3 proc.
Tym razem mało przekonujący dla inwestorów okazuje się argument w postaci zatrzymania wzrostu stóp procentowych w USA. Zazwyczaj taka perspektywa służy właśnie rynkom wschodzącym, które są uważane za szczególnie wrażliwe na zmiany kosztów pieniądza za oceanem. Okazuje się jednak, że silniejsze od nadziei na zatrzymanie podwyżek są być może obawy przed spowolnieniem światowej gospodarki.