Puchnie kasa największych banków inwestycyjnych na Wall Street - w ciągu tego roku pięć największych ma szansę zarobić rekordowe 26 miliardów dolarów, a za rok jeszcze o dwa miliardy więcej.

Mimo spadku prowizji za organizację fuzji i przejęć, mniejszego popytu na amerykańskie obligacje i najgłębszej od dwóch dekad korekty na rynku surowców, tuzy z Wall Street wciąż są w świetnej formie. Wczoraj Morgan Stanley podał, że w minionym kwartale finansowym (skończył się w sierpniu) zarobił na czysto 1,85 mld USD, czyli o jedną czwartą więcej niż oczekiwali analitycy. Lepszymi od prognoz wynikami tydzień temu chwaliły się Goldman Sachs, Lehman Brothers i Bear Stearns. W ciągu tygodnia ich akcje podskoczyły o kilka procent, a analitycy podnieśli prognozy zysków. Spodziewają się, że doliczając największy w branży bank Merrill Lynch (raport publikuje za miesiąc) w przyszłym roku zyski "wielkiej piątki" mogą skoczyć do 28 mld USD.

Morgan Stanley zarobił sporo na handlu obligacjami i surowcami na własną rękę. Banki inwestycyjne ostatnio same aktywnie inwestują, chroniąc się przed mniejszym zainteresowaniem ze strony klientów. Dyrektor generalny Morgana Stanleya John Mack zwolnił ostatnio ponad tysiąc najmniej efektywnych maklerów.

Bloomberg