W drugiej połowie października odbędzie się nadzwyczajne walne zgromadzenie Zakładów Przemysłu Cukierniczego "Mieszko". Akcjonariusze zajmą się tzw. złotymi spadochronami, czyli korzyściami finansowymi, które przysługują kadrze menedżerskiej na wypadek odwołania z funkcji (np. wskutek zmiany właściciela firmy). Zgodnie z projektem uchwały, menedżment płaciłby za przysługujące mu w takiej sytuacji akcje mniej niż pierwotnie planowano. Czy w związku z tym wkrótce zarządzający będą mogli skorzystać z tego zapisu?
Zarząd się przeliczył
Kształt planu motywacyjnego w Mieszku został ustalony na początku 2004 r. Postanowiono, że objęta nim kadra kierownicza najpierw obejmie obligacje (1 grosz za sztukę), które następnie będą uprawniały do zakupu akcji. Przewidziano, że akcje pierwszej serii (717 tys. papierów) będą kosztowały pracowników 2,75 zł. Walory kolejnych dwóch serii - tej samej wielkości co pierwsza - miały być odpowiednio po 3,5 zł i 5 zł. W uchwałach WZA zapisano, że kadra kierownicza będzie mogła objąć akcje w ciągu miesiąca, od dnia kiedy inny podmiot niż Central European Confectionery Holdings obejmie kontrolę nad ponad 50 proc. głosów Mieszka.
Właściciele i zarząd przewidywali, że cena papierów spółki będzie rosła. Nie trafili z prognozą. Od początku kwietnia 2004 r. kurs akcji Mieszka jest w trendzie bocznym, wahając się między 2,5 a 3,9 zł. Na piątkowej sesji wyniósł 3,01 zł. Oznacza to, że gdyby dziś w spółce pojawił się nowy właściciel, zarząd płaciłby za przysługujące mu akcje więcej niż wynosi ich aktualna wartość rynkowa.
- Dlatego chcemy wprowadzić zmiany. Zgromadzenie urealni cenę emisyjną akcji - zapowiada Marek Moczulski, prezes Mieszka. Zarządzana przez niego spółka na razie nie daje jednak inwestorom zarobić w długim okresie. - Firma udowodniła, że realizuje plany. Sukcesywnie zwiększamy zyski. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników III kwartału, a wyniki całoroczne będą znacznie lepsze niż te z 2005 r. To w końcu musi przełożyć się na giełdowy kurs akcji - tłumaczy prezes.