Tempo wzrostu chińskiej gospodarki w minionym kwartale po raz pierwszy od roku straciło na dynamice. Zaczynają przynosić efekty wprowadzane przez rząd ograniczenia w inwestycjach.
Produkt krajowy brutto w III kw. wzrósł o 10,4 proc. w porównaniu z takim samym okresem ub. r. W poprzednich trzech miesiącach tempo wzrostu wyniosło 11,3 proc. i było najszybsze od ponad 10 lat. Rząd premiera Wena Jiabao od kwietnia stara się ograniczać wielkość kredytów udzielanych przez banki i liczbę zezwoleń na budowę fabryk. Ma to stopniowo zmniejszać tempo wzrostu chińskiej gospodarki, tak by uchronić ją przed przegrzaniem. Prawidłowość obranego kierunku wydają się potwierdzać dane za III kw., ale wciąż nierozwiązanym problemem pozostaje rekordowa nadwyżka handlowa. To z niej pochodzą środki na finansowanie inwestycji. Nadwyżka do końca września wyniosła 110 mld USD, więcej niż w całym ub. r. Rezerwy dewizowe Chin zwiększają się w tempie 30 mln USD na godzinę i miniony kwartał zakończyły na poziomie 988 mld USD.
W pierwszych dziewięciu miesiącach br. inwestycje w środki trwałe wzrosły w chińskich miastach o 28,2 proc. Jest to mniej niż 29,1 proc. odnotowane do końca sierpnia. Stopa wzrostu inwestycji spada od czerwca. Trwająca już cztery lata gorączka inwestycyjna doprowadziła do tego, że w przemyśle stalowym Chiny mają nadmierne moce produkcyjne sięgające 118 mln ton. To więcej niż roczna produkcja stali w Japonii, która zajmuje pod tym względem drugie miejsce na świecie. Za dużo fabryk Chiny zbudowały także w innych branżach, na przykład samochodowej, cementowej czy koksowniczej. Tak olbrzymie niewykorzystane moce produkcyjne uniemożliwiają obsługę długów zaciągniętych na budowę tych fabryk, co może skończyć się najpierw ich bankructwem, a potem wielu banków.
Dlatego premier Wen przy każdej okazji podkreśla, że rząd musi kontrolować średnio- i długoterminowe kredyty i inwestycje. Nadal zaostrzane też będą przepisy regulujące sprzedaż ziemi i obrót nieruchomościami w większych miastach.
Ograniczając inwestycje chiński rząd obniża też podatki dochodowe, podnosi minimalne zarobki, a także pensje w administracji, aby pobudzić wydatki konsumpcyjne.