Gdy na początku roku rosło niezadowolenie z liberalnych reform koalicji z Unią Demokratyczną i Chrześcijańską (SDKU) Mikulasza Dzurindy na czele, inwestorzy zaczęli się wycofywać ze Słowacji. Obawiali się, że w czerwcowych wyborach wygra Smer, który zapowiadał powrót do opodatkowania dywidend, zniesienia podatku liniowego i wzrost wydatków na cele socjalne. Od początku roku do głosowania 18 czerwca korona potaniała o 0,5 proc. Po ogłoszeniu wyników spadała jeszcze szybciej i w połowie lipca za euro trzeba było płacić aż 38,8 koron. Potem, w miarę jak rząd zyskiwał w oczach inwestorów, zaczęła się systematycznie umacniać. 11 października pisaliśmy, że można się spodziewać dalszego wzrostu. Od tego czasu słowacki pieniądz niemal codziennie bije historyczne rekordy i w ostatni piątek wspólna waluta kosztowała zaledwie 36,3 koron.
Poparcie rośnie
Za miesiąc na Słowacji odbędą się wybory samorządowe. Wydaje się, że karty zostały już rozdane. Najnowsze badania opinii publicznej przeprowadzone przez Median wskazują, że Smer cieszy się popularnością 45,3 proc. społeczeństwa. To dosyć zaskakujące wyniki, szczególnie jak na warunki środkowoeuropejskie, bo poparcie dla rządzącej partii wzrosło od czasów wyborów aż o 16,2 pkt proc. Koalicyjni partnerzy - HZDS i SNS - również są dobrze postrzegani. Każdą z partii popiera około 11 proc. Słowaków.
Premier Robert Fico, który stoi na czele Smeru, jest najpopularniejszym politykiem. Agencja UVVM podała, że dobrze ocenia go 38,1 proc. ankietowanych. Jego najlepiej postrzegany polityczny przeciwnik - Bela Bugar, który jest liderem SMK - cieszy się poparciem zaledwie 7,4 proc. społeczeństwa. Jak wynika z badania, Fico jest popularny szczególnie wśród ludzi starszych. Ostatnio zaskarbił sobie ich przychylność, gdy zdecydował, że emeryci dostaną od rządu pod choinkę prezent - najubożsi z nich mogą liczyć nawet na równowartość 56 euro.
Wysokie notowania rządu z pewnością cieszą inwestorów, ponieważ wpływają bezpośrednio na stabilność kraju, a w obecnej sytuacji ryzyko nagłych szoków politycznych maleje. Teraz jest to szczególnie ważne, bo jak mówi "Parkietowi" Elisabeth Gruie, ekonomistka londyńskiego oddziału BNP Paribas, "w przededniu wejścia do strefy euro z dużą uwagą patrzy się politykom na ręce".