Po tym, jak w piątek Ministerstwo Skarbu Państwa zapowiedziało, że nie zaakceptuje sprzedaży Zakładów Azotowych Tarnów i Kędzierzyn niemieckiemu Petro Carbo Chem, prowadząca prywatyzację Nafta Polska przyspieszyła prace nad jej alternatywnymi scenariuszami.
Kierunek: GPW
MSP, informując o swojej decyzji, podkreśliło, że chce sprywatyzować obie firmy. W komunikacie dodano, że rozpatrywane ścieżki obejmują "wprowadzenie na giełdę lub powtórzenie przetargu i negocjacji z inwestorami". Jak wynika z wypowiedzi Marka Draca-Tatonia, szefa Nafty Polskiej, najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest upublicznienie obu firm. - Zakładamy, że tarnowskie i kędzierzyńskie Azoty mogłyby trafić na giełdę w ciągu dwunastu miesięcy, wkrótce po konsolidacji - mówi w rozmowie z "Parkietem" M. Drac-Tatoń. Mirosław Grzyb, członek zarządu ZAT, wyjaśnia, że połączenie obu firm jest konieczne, gdyż pojedynczo spółki są zbyt mało konkurencyjne. - Zarząd będzie działał w tym kierunku - podkreśla. M. Drac-Tatoń zapowiada, że szczegółowe plany Nafta przedstawi po zaakceptowaniu ich przez MSP.
Wczoraj szef Nafty odwiedził obie prywatyzowane firmy. Tłumaczył sytuację i starał się uspokajać zaskoczone decyzją resortu załogi ZAT i ZAK. - Nie ukrywam, że pracownicy są zawiedzeni obrotem sprawy. Wynegocjowano duże pakiety inwestycyjne i socjalne. Mieliśmy też dostać premie prywatyzacyjne - mówi Andrzej Sikora, reprezentujący NSZZ Solidarność tarnowskich Azotów. Wynegocjowane przez załogi firm pakiety socjalne zapewniały spore korzyści. Pracownicy Tarnowa otrzymali m.in. gwarancję zatrudnienia na 5 lat, a tym, którzy mają co najmniej 14-letni staż pracy i 8 lat do emerytury - nawet na 10 lat. Inwestor zobowiązał się też do zwiększenia wynagrodzeń o przynajmniej 5 proc. w tym roku. Pracownikom obu firm obiecano tzw. premię prywatyzacyjną - w przypadku Tarnowa w wysokości 10 tys. zł, a Kędzierzyna - 6 tys. zł.
Konkurenci zadowoleni