- Korona zbyt szybko się umacnia. Kurs, jaki sugeruje wysokość stóp procentowych (obecnie główna wynosi 4,75 proc. - przyp. red.), został przekroczony - uważa prezes banku centralnego Słowacji Ivan Sramko. Po tej wypowiedzi pieniądz naszych południowych sąsiadów stracił wczoraj w stosunku do wspólnej waluty o 0,1 proc. i za euro płacono 34,77 koron. Do tej pory słowacka waluta drożała przez sześć dni z rzędu, bijąc historyczne rekordy. W środę euro kosztowało tylko 34,73 koron.
- Myśleliśmy, że interwencja słowna nie przyniesie oczekiwanych skutków, ale wygląda na to, że się myliliśmy - mówi Barbara Nestor, analityk rynków wschodzących w londyńskim oddziale Commerzbanku. Ekonomistka zaznacza, że korona taniała w momencie, kiedy obroty były niskie.
Wczoraj w naszym regionie na wartości tracił tylko słowacki pieniądz. Złoty zyskał w stosunku do euro 0,2 proc. Forint umocnił się w takim samym stopniu. Czeska korona podrożała aż o 0,5 proc.
Zdaniem Viliama Patoprstego, ekonomisty Unibanka w Bratysławie, słowacka waluta jest przeszacowana i nawet bardzo dobry stan krajowej gospodarki nie uzasadniał tak silnych zwyżek. Od początku roku korona umocniła się o 8,1 proc. Żadna inna waluta na świecie nie miała tak dobrego wyniku. Polski złoty w tym czasie zyskał tylko 2,1 proc. i to wystarczyło, by zająć miejsce w dziesiątce najszybciej drożejących walut świata.
Słowacja ma szanse na wejście do strefy euro w 2009 r. Po tym, jak w tym tygodniu parlament przyjął budżet, który zakłada, że w 2007 r. kraj będzie się rozwijać w tempie 7,1 proc., a deficyt finansów państwa wyniesie 2,9 proc., rynek entuzjastycznie zareagował i podbił kurs korony. Waluta od listopada ubiegłego roku ma już wyznaczony oficjalny kurs wymiany na euro zgodnie z systemem ERM II.