Pierwsze tygodnie 2007 r. przynoszą stopniowe osłabienie złotego. Koszyk walut złożony po połowie z dolara i euro podrożał od końca 2006 r. o ponad 10 groszy, do 3,48 zł. Przez ostatni tydzień jego wartość podniosła się o 2 proc. Wiele wskazuje na to, że to nie koniec osłabienia naszej waluty. Powodów do jej wyprzedaży przybywa. Od pewnego czasu za sprawą zniżki cen surowców nastroje wokół rynków wschodzących nie są najlepsze. Idąca w górę rentowność obligacji w USA (w przypadku 10-latek w piątek była najwyższa od sierpnia 2006 r.), a także drożejący dolar (euro w piątek znalazło się na krawędzi 1,29 USD, poniżej której spadek otworzy drogę do osiągnięcia 1,25 USD) dodatkowo pogarszają nastawienie do inwestycji w bardziej ryzykownych krajach. Sytuację złotego (tak samo zresztą jak forinta węgierskiego czy koron czeskiej i słowackiej) pogarsza też fakt, że w ostatnich trzech miesiącach minionego roku był jedną z najsilniejszych walut na świecie. Teraz inwestorzy mogą realizować zyski. Wysokie wyceny naszych akcji, a także mało atrakcyjna dochodowość obligacji, która tylko o nieco więcej niż 1,2 pkt proc. przewyższa dochodowość niemieckich papierów skarbowych, zniechęcają kapitał do lokowania w nasze aktywa. Powodów do sprzedaży złotego dostarcza również analiza techniczna, która na rynkach walutowych odgrywa ważną rolę ze względu na duży odsetek transakcji spekulacyjnych. Możliwe też, że nauczeni historią dwóch poprzednich lat, gdy wiosną dochodziło do wyprzedaży złotego, inwestorzy postanowili teraz wyprzedzić taki rozwój wydarzeń.