Do rekordowego poziomu 80,18 dolara za baryłkę wzrosły wczoraj w trakcie sesji w Nowym Jorku notowania ropy naftowej. Dzień wcześniej na koniec dnia ropa kosztowała 78,23 dolara, co było rekordem zamknięcia.
Dotychczasowe najwyższe notowania pochodziły z sierpnia tego roku i były o kilkadziesiąt centów niższe. Ropa w kontraktach w Nowym Jorku notowana jest od 1983 r.
Decyzja kartelu producentów ropy OPEC, który we wtorek zdecydował o podwyższeniu limitu produkcji o pół miliona baryłek na dobę, nie wpłynęła na zahamowanie wzrostu notowań. - Każda dodatkowa produkcja z OPEC zostanie z łatwością wchłonięta przez rynek. Poza tym te dodatkowe baryłki nie pojawią się wcześniej niż w listopadzie - wyjaśnia przyczyny rekordów Julian Keites z firmy Fimat International Banque z Londynu. Trzeba pamiętać, że w listopadzie popyt na ropę znów rośnie, bo na półkuli północnej zaczyna się zima.
Na spadek notowań surowca mogłoby wpłynąć ograniczenie popytu ze strony Stanów Zjednoczonych, będące skutkiem złej sytuacji na rynku mieszkaniowym i kredytowym.
Zdaniem Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), której najnowszy raport ukazał się wczoraj, takie oczekiwania są jednak przedwczesne. MAE obniżyła wprawdzie prognozy dotyczące globalnej konsumpcji ropy naftowej w przyszłym roku, ale bardzo umiarkowanie - do 88,02 mln baryłek na dobę, z szacowanych jeszcze miesiąc temu 88,18 mln baryłek.