Reklama

Energetyka jądrowa w Polsce - koniecznie. Ale kiedy?

Publikacja: 24.09.2007 11:35

Bez elektrowni jądrowych nie uda się w sposób racjonalny zapewnić bezpieczeństwa pracy polskiego systemu elektroenergetycznego po 2020 r. - uważa Ministerstwo Gospodarki. O tym, że energetyka jądrowa jest jednym z priorytetów polskiego rządu, możemy przeczytać w opublikowanym niedawno projekcie "Polityki energetycznej Polski do 2030 roku". Również w branży energetycznej projekt ten ma wielu zwolenników. A co tak naprawdę dzieje się w naszym kraju w tej dziedzinie?

Na razie tylko wstępne przygotowania Polska została w ostatnich dniach członkiem Globalnego Partnerstwa Energii Jądrowej (GNEP). Założyciele tej organizacji, czyli Chiny, Francja, Japonia, Rosja i USA dążą do tego, by pozostałe kraje należące do grupy kupowały od nich paliwo atomowe, a nie zajmowały się samodzielnym wzbogacaniem uranu. Ma to zapobiec rozprzestrzenianiu się użycia paliwa jądrowego do budowy broni nuklearnej. Współpraca w ramach GNEP obejmuje też m.in. przerób wykorzystanego już paliwa po to, by ograniczyć ryzyko użycia zawartego w nim plutonu do celów wojskowych. Jak powiedział minister gospodarki Piotr Woźniak, członkostwo w GNEP powinno pomóc Polsce przygotować swoje regulacje prawne do tego, aby móc rozpocząć budowę elektrowni atomowej w naszym kraju. Na razie przeprowadzone na zlecenie rządu i firm analizy przepisów pokazują, że polski system prawny ma wiele luk w tej dziedzinie.

Ale najpierw musimy

to przećwiczyć

Polska, obok Litwy, Łotwy i Estonii, chce uczestniczyć w projekcie budowy elektrowni atomowej w Ignalinie. W ramach tego projektu ma powstać siłownia o mocy przekraczającej nawet 3000 MW. Byłyby to najprawdopodobniej dwa bloki. Łączny koszt realizacji tego przedsięwzięcia trzeba szacować na co najmniej 5 mld euro. Dla trzech krajów nadbałtyckich inwestycja wiąże się z uniezależnieniem od dostaw energii z Rosji. Dla Polski projekt jest korzystny również ze względu na możliwość dostarczania energii do kraju. Drugim aspektem jest to, że polscy specjaliści i przedsiębiorcy mogliby podczas budowy elektrowni atomowej na Litwie zdobyć doświadczenie i wiedzę, która jest niezbędna do tego, aby podobny projekt można było zrealizować w naszym kraju.

Reklama
Reklama

Wstępnym celem Litwy, Łotwy, Estonii i Polski było, aby nową elektrownię w Ignalinie uruchomić do 2015 roku. Do tego czasu Litwa będzie musiała wyłączyć obecnie działający tam przestarzały reaktor. Jednak o tym, czy uda się zrealizować projekt Ignalina II w zakładanym wcześniej terminie, trudno obecnie wyrokować. Już od ponad roku trwają negocjacje w sprawie warunków, na jakich poszczególni uczestnicy projektu mieliby do niego przystąpić. Polsce zależy na tym, aby móc odbierać jak najwięcej energii z Litwy. Wtedy udział w ignalińskim przedsięwzięciu byłby dla nas bardziej opłacalny. Tymczasem Litwa, chcąc chronić swoje interesy, przyjęła w tym roku ustawę określającą, że ona obejmuje 34 proc., a pozostałe cztery kraje po 22 proc. udziałów. Nie ma też oficjalnych informacji na temat tego, jaki wpływ miałaby mieć strona polska na funkcjonowanie elektrowni w Ignalinie.

Nie rządy, tylko firmy

W budowie elektrowni nasz kraj reprezentować ma powstająca na bazie Polskich Sieci Elektroenergetycznych Polska Grupa Energetyczna. Ta największa w branży krajowa firma ma również koordynować budowę połączenia transgranicznego Polski z Litwą (dzięki temu "mostowi" energia z Ignaliny mogłaby być przesyłana do naszego kraju). To również PGE deklaruje, że wybuduje pierwszą elektrownię atomową na terytorium Polski.

Plan jest taki, aby do 2021 roku postawić pierwszy blok o mocy 1600 MW. Według wstępnych planów spółki, przynajmniej jeszcze jeden, o takiej samej mocy, miałby zostać uruchomiony dziesięć lat później.

Jakie są koszty budowy?

Obecnie szacuje się, że koszt bloku atomowego o mocy 1600 MW to wydatek rzędu około 3 mld euro. To (w dużym przybliżeniu) 1,5-2 razy tyle, ile kosztowałaby budowa elektrowni o takiej samej mocy, tyle że spalającej węgiel. Ale wysoki koszt to niejedyna przeszkoda, z powodu której Polska nie ma jeszcze swojej elektrowni atomowej (poza istniejącym w Świerku pod Warszawą reaktorem o symbolicznej wręcz mocy, wykorzystywanym do celów badawczych). Bariera, której do dziś nie udało się Polsce pokonać, to zyskanie akceptacji społecznej dla tego typu projektu. Mimo że nie ma jeszcze przeprowadzonych analiz, które miałyby wskazać, jaka lokalizacja byłaby dla elektrowni atomowej najlepsza, to każda pojawiająca się w mediach pogłoska wywołuje często protesty lokalnej społeczności. Tak było niedawno w przypadku Żarnowca. Mimo że wcześniejszy zamysł budowy reaktora atomowego w tamtym miejscu upadł, to niektórzy naukowcy wskazują, że umiejscowienie elektrowni jądrowej w rejonie Żarnowca byłoby naprawdę rozsądnym rozwiązaniem.

Reklama
Reklama

Dlatego rząd już od długiego czasu mówi o konieczności rozpoczęcia konsultacji społecznych, które pozwoliłyby zyskać poparcie dla energetyki atomowej. Zdaje się, że teraz sprawa zaczyna robić się już naprawdę poważna. "Proces wdrażania energetyki jądrowej trwa minimum od 12 do 15 lat. W związku z tym nie jest możliwe włączenie do sieci pierwszego bloku jądrowego przed 2021 r. i nie jest możliwe odkładanie decyzji rozpoczynających wdrażanie programu energetyki jądrowej bez poważnych skutków dla bezpieczeństwa energetycznego Polski" - napisali ostatnio eksperci resortu gospodarki. Na czym polegać ma informowanie społeczeństwa o korzyściach płynących z energetyki atomowej? Mówi się o szeroko zakrojonej kampanii informacyjno-edukacyjnej na temat energetyki jądrowej przygotowującej do ewentualnego referendum na ten temat.

Atom jest naprawdę

taki korzystny?

Wytwarzanie energii elektrycznej w oparciu o nowoczesne technologie nie powoduje emisji gazów cieplarnianych czy radioaktywnego promieniowania do otoczenia. Zdaniem ekspertów rządowych, w warunkach prawidłowej eksploatacji elektrownia atomowa nie powoduje negatywnego oddziaływania na środowisko. Nawet jeśli te argumenty do opinii społecznej nie trafią, to Polska musi się też liczyć z innymi czynnikami. Istnieją przypuszczenia, że bez elektrowni jądrowych nie uda się z czasem w sposób racjonalny zapewnić bezpieczeństwa pracy polskiego systemu elektroenergetycznego. Nie można zapominać również o tym, że elektrownie jądrowe są najtańszym źródłem energii elektrycznej o dużej skali.

Ich budowa jest opłacalna mimo znacznych początkowych nakładów. Coraz droższe jest paliwo jądrowe, choćby ze względu na rosnący światowy popyt na nie. Eksperci ds. atomistyki przypominają jednak, że wzrost kosztów wytwarzania energii w elektrowni atomowej, wywołany wzrostem cen paliwa jądrowego jest nieznaczny. Dzieje się tak dlatego, że koszt paliwa jądrowego w całkowitym koszcie produkcji energii elektrycznej jest nieduży. Szacuje się, że dwukrotny wzrost ceny paliwa w elektrowni atomowej powoduje wzrost ceny wytworzonej w niej energii elektrycznej o 12 proc.

O tym, że energetyka atomowa może być w Polsce opłacalnym biznesem, świadczy fakt, że interesują się tą działalnością zagraniczne firmy, takie jak CEZ, General Electric czy The Crowley Group. Ten ostatni deklaruje już rzeczywiste zaangażowanie w energetykę atomową w Polsce. Polega ono na współpracy z Instytutem Energetyki Atomowej w Świerku. Realizowany przy współpracy z Instytutem program ma pozwolić na zbudowanie pierwszej i najnowocześniejszej instalacji do testów energetyki jądrowej. Z tego powodu do udziału w tym projekcie zapraszani są m.in. specjaliści z amerykańskiego Westinghouse?a.

Reklama
Reklama

Jak z tym ruszyć?

Obecnie sondaże pokazują, że Polacy coraz przychylniej myślą o energetyce atomowej. Cały problem w tym, że nikt nie jest chętny, aby nowy reaktor budowano u niego za płotem. Jeśli jednak założymy, że uda się w najbliższych latach zwiększyć zaufanie opinii publicznej do energetyki atomowej, to nie pozostaje nic innego, jak tylko przystąpić do budowy.

Od czego się zaczyna? Na początku trzeba przeprowadzić szereg precyzyjnych i bardzo kosztownych badań hydrologicznych, środowiskowych, sejsmicznych, geologicznych, meteorologicznych, a nawet demograficznych. Są one konieczne ze względów bezpieczeństwa lokalizacji reaktora w danym miejscu. Prace budowlane są bardzo skomplikowane, tak jak w każdym obiekcie energetycznym. Chodzi tu o stabilność i bezpieczeństwo pracy urządzeń. Po przeprowadzeniu badań można wyznaczyć najlepszą lokalizację. Powstaje tzw. raport lokalizacyjny i wtedy zaczyna się jeden z trudniejszych etapów - konsultacje społeczne. Dopiero po ich zakończeniu można wydać zezwolenie na budowę elektrowni jądrowej w danym miejscu.

Wcześniej nie ma sensu rozpoczynać prac konstrukcyjnych. Sam reaktor kupuje się od poddostawcy. Światowe praktyki są takie, że firma sprzedająca blok, dostarcza go razem z całym oprzyrządowaniem. Bardzo ważne jest wybranie odpowiedniego modelu. W przypadku Polski będzie chodziło prawdopodobnie o tzw. modele trzeciej lub czwartej generacji. Od kogo możemy kupić reaktor? Dostawców jest kilku, ale często mówi się o trzech najpoważniejszych graczach: Westinghouse, General Electric i Areva.

Okres budowy trwa obecnie co najmniej pięć lat. Jeśli jednak buduje się w pewnej sekwencji, to przy kolejnych blokach powstających obok siebie ulega on skróceniu.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama