Grudzień to taki miły miesiąc. Przedświąteczny nastrój udziela się wszystkim. Z tym okresem kojarzy się również pozytywne dla inwestorów określenie "rajd Świętego Mikołaja". I w tym roku też na to liczą ci, którzy bezpośrednio lub pośrednio ulokowali pieniądze na rynku kapitałowym. A zapotrzebowanie na świętego i cuda okazuje się w tym roku wyjątkowo duże.
Listopadowe spadki indeksów giełdowych mocno podłamały morale inwestorów. Wielu już w październiku uwierzyło, że letnia panika związana z kredytami jest już tylko minionym koszmarem, a ewentualne ujawnienie następnych nadzwyczajnych strat w sektorze bankowym nie wywoła już większych reperkusji. Niestety, okazało się, że to tylko wierzchołek góry lodowej kłopotów na rynkach finansowych USA, a w dalszej kolejności całego świata. Zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów, znacznie gorszy dostęp banków do kapitałów i ciągle spadające ceny nieruchomości wpływają negatywnie na perspektywy wyników branży finansowej.
Słabnący dolar i drożejące surowce fatalnie oddziałują na nastroje amerykańskich konsumentów. Szczególnie dotkliwie odczuwają oni wyraźny wzrost cen ropy naftowej. W listopadowych badaniach opinii publicznej znacznie więcej Amerykanów niż w październiku uznało recesję w przyszłym roku za bardzo prawdopodobną, przyznało się do zamiarów ograniczenia wydatków konsumpcyjnych i do obaw przed utratą pracy. Jednym słowem, wyraźne pogorszenie nastrojów. Kolejne dane makroekonomiczne z końca listopada o spadku cen domów na rynku wtórnym i spadku wartości zakupów dóbr trwałego użytku potwierdzały tę tezę.Fatalny początek tygodnia ze Świętem Dziękczynienia zagroził przebiciem w dół poziomów wsparcia z sierpnia. Nie tylko w USA, ale również wielu innych krajach. W tym w Polsce - dla głównego indeksu WIG. W takiej sytuacji zaistniała potrzeba nadzwyczajnych zdarzeń, aby odwrócić czarny scenariusz przewidujący rozpoczęcie bessy na rynkach giełdowych. I rzeczywiście - pomogła wiara. Wiara w cuda i świętego - Świętego Mikołaja. Ponieważ potrzebny był jakiś w miarę racjonalny pretekst, to go znaleziono. Jest nim obniżka stóp procentowych USA na najbliższym posiedzeniu Fedu 11 grudnia. Przy takim podejściu można tłumaczyć każdą kiepską informację z gospodarki jako szansę na większe cięcie stóp. Czyli im gorzej, tym lepiej. Ciekawe, kiedy dojdziemy do konstatacji, że zerowe stopy procentowe przyniosą nam trwałe prosperity w gospodarce i wieczną hossę na giełdzie?
O sile wiary w "rajd Świętego Mikołaja" niech świadczy fakt, że lepsze dane o nowych miejscach i wydajności pracy w USA, obniżające szansę na cięcie stóp w grudniu o 50 punktów bazowych, zostały zupełnie zignorowane. Tym razem im lepiej, tym lepiej. Przecież święty jest z nami! To gwałtowne odwrócenie nastrojów, objawiające się dużymi wzrostami giełdowych indeksów, może mieć kilka interpretacji. Jedną jest oczywiście chęć podrasowania wyników na koniec roku rozliczeniowego w instytucjach finansowych. Inną polowanie na przecenione walory. Niestety, jest jeszcze jedna, mniej przyjemna, interpretacja - fundusze hedgingowe wykorzystują wiarę w świętego do zajęcia bardzo korzystnych pozycji. Raz do ostrej "jazdy" w górę na instrumentach pochodnych, a potem ewentualnie - gdy wiary zabraknie - do zarobku na ostrych spadkach.
Dzieci tak oto klasyfikują dwie okazje do otrzymania prezentów: 6 grudnia to "mały Mikołaj", a 24 grudnia "duży Mikołaj". Przyjmując taki sposób myślenia, możemy się rozmarzyć. Skoro "mały Mikołaj" dał nam tak wspaniałe giełdowe prezenty, to "duży święty" - powinien przynieść co najmniej pobicie historycznych rekordów. Czego do tego potrzeba? W zasadzie niczego nadzwyczajnego. Tylko silnej wiary u większości uczestników rynku. Najbardziej racjonalni analitycy nie są w stanie zanegować wielkiego wpływu nastrojów giełdowych na ceny akcji. Nawet jeśli źródłem tych nastrojów jest sfera transcendencji.