Gospodarka

Pytania do Pawła Homińskiego, członka zarządu Noble Funds TFI

Paweł Homiński, cżłonek zarządu Noble Funds TFI

Foto: Archiwum

Po dniu spadków – dzień wzrostów. W którym kierunku ostatecznie pójdzie warszawska giełda na koniec roku?

Od trzech miesięcy rośniemy bez prawdziwej korekty. Wcześniejsze tegoroczne spadki bywały dość głębokie, tymczasem od początku września nic takiego się nie dzieje. Nawet jeżeli do końca roku nie zaobserwujemy zdecydowanej wyprzedaży akcji, potencjał do wzrostów też już się wyczerpał. Przypuszczam, ze rok zakończy się na poziomach zbliżonych do obecnych. Patrząc na indeksy widzimy, że rynek się stabilizuje, choć część spółek jeszcze drożeje, a inne tanieją, nawet w tych samych branżach. Przykład – LPP i CCC, pierwsza trzyma swą cenę, druga tanieje. Możemy powiedzieć, że to taka korekta w biegu.

Dlaczego nie będzie zdecydowanej wyprzedaży akcji?

W interesie wielu uczestników rynku – w tym funduszy emerytalnych, inwestycyjnych i zagranicznych inwestorów – jest „dociągnięcie" tegorocznych stóp zwrotu do 31 grudnia. Nie spodziewam się z ich strony podaży akcji, w grudniu nic negatywnego nie powinno nas zaskoczyć – wszystkim zależy, żeby za kilka tygodni rynek nie był niżej niż teraz, a może nawet skończył odrobinę wyżej.

Jednocześnie pozytywnych niespodzianek też już raczej nie będzie. Prawdziwej korekty, rzędu nawet ok. 10 proc., spodziewałbym się na początku przyszłego roku, powiedzmy w I kwartale. Później jednak wrócimy do trendu wzrostowego.

Co wywoła spadki na początku roku?

Może to być podaż akcji ze strony OFE. Żeby zebrać środki na transfer części aktywów, niektóre fundusze mogą być zmuszone sprzedawać akcje. Dodatkowo latem zacznie je obowiązywać minimalny udział inwestycji w akcje na poziomie 75 proc., tymczasem po przekazaniu 51,5 proc. obecnych aktywów do ZUS udział akcji w portfelach OFE znacznie przekroczy ten limit.

Płaski rynek może zaszkodzić debiutom, których jeszcze kilka jest zaplanowanych na ten rok, np. Energa na 11 grudnia?

Inwestorzy, szczególnie indywidualni, muszą pamiętać, że rynek nie jest teraz na etapie, gdy każda spółka drożeje w debiucie. Nie można podchodzić do udziału w ofertach automatycznie, licząc, że zarobi się w pierwszym dniu notowań. Tak naprawdę nigdy nie powinno się tak inwestować, są jednak okresy, kiedy taka strategia ma większe szanse na powodzenie niż teraz. Obecnie wszystko zależy od konstrukcji poszczególnych ofert. Jeżeli – tak jak w przypadku Newagu – inwestorzy indywidualni kupują akcje z 7-proc. dyskontem wobec inwestorów instytucjonalnych (co de facto gwarantuje zyski w debiucie), to ich naturalną reakcją jest zainteresowanie kolejną ofertą. Popyt na akcje w IPO nie zawsze jednak jest uzasadniony. W przypadku instytucji nawet w hossie nie ma popytu na akcje spółek, które nie podobają się funduszom – oczywiście bez podawania nazw. W przypadku firm, które przekonują inwestorów instytucjonalnych, nawet nieduże dyskonto w ofercie pierwotnej względem rynku wtórnego może skutkować dużym popytem na akcje w debiucie. I przeciwnie – nieciekawe spółki, nawet jeżeli przyjmą niskie wyceny w ofertach, nie mogą liczyć na duże zainteresowanie ich akcjami ani w ofercie publicznej, ani podczas pierwszego dnia notowań.

Jakość ofert będzie się zatem pogarszać?

Myślę, że liczba ofert będzie rosła – trochę ich przeleżało w „zamrażarkach" w biurach maklerskich. Na pierwszy rzut na pewno idą te ciekawsze, z czasem jakość debiutujących spółek będzie coraz niższa. Ofert jest sporo, bo OFE jeszcze wciąż regularnie działają, choć to niestety ostatnie miesiące „starego systemu". Między innymi dlatego rośnie też liczba transakcji pakietowych – praktycznie codziennie duzi akcjonariusze sprzedają jakiś pakiet akcji. Podobnie fundusze private equity – też starają się zdążyć ze sprzedażą swoich spółek portfelowych, dopóki jeszcze OFE funkcjonują jak do tej pory.

QE już nie straszy?

QE zaowocowało wzrostami na wielu rynkach – obligacji, obligacji korporacyjnych, nieruchomości – ale również akcji. W efekcie średnie wyceny akcji mierzone wskaźnikiem C/Z urosły z małych kilkunastu do dużych kilkunastu. Ograniczenie QE nie oznacza jednak, że ceny akcji będą spadać – zaczną je wspierać zyski spółek. Wyceny spadną (mianownik wzrośnie) i znowu stworzy się przestrzeń do wzrostów. Podobną sytuację zaobserwowaliśmy w 2006 r. – w połowie roku przyszła 20-proc. korekta związana z obawami o wycofanie się Banku Japonii z pobudzania gospodarki polityką pieniężną. Inwestorzy panicznie zaczęli wyprzedawać wszystkie aktywa. Dość szybko przyszedł jednak moment otrzeźwienia i konstatacji, że gospodarka rozwija się już bez wsparcia władz monetarnych. W efekcie druga połowa 2006 r. i pierwsza 2007 r. były okresem najbardziej dynamicznych zwyżek na giełdach, opartych na fundamentach gospodarczych, a nie drukowanych pieniądzach. Teraz może być podobnie. Przedsiębiorstwa mają szanse się wykazać – jeżeli spółki udowodnią, że zarabiają, ich akcje mogą drożeć wbrew ograniczaniu QE.

CV

Paweł Homiński jest związany z Noble Funds TFI od rozpoczęcia działalności spółki w 2006 r. Wcześniej w PTE DOM zarządzał portfelem akcji. Jeszcze wcześniej pracował dla funduszu East Capital Beteiligungen. Pracę zawodową rozpoczął w 1995 r. w DM Magnus. Doradca inwestycyjny, ma tytuł CFA.


Wideo komentarz