Okiem eksperta

Coraz wyższe rachunki z USA szkodzą dolarowi

Po turbulencjach ostatnich dwóch tygodni, które wywołały w końcu długo wyczekiwaną korektę w Stanach Zjednoczonych, i dwukrotnym przetestowaniu poziomu 1,25 przez kurs EUR/USD dolar rozpoczął wreszcie mozolną aprecjację.

Kamil Cisowski, dyrektor zespołu analiz i doradztwa inwestycyjnego, DI Xelion

Foto: Archiwum

Wystarczyły jednak dwie lepsze sesje, byśmy powrócili do poziomów powyżej 1,2350, mimo że giełdy wciąż znajdują się niemal 10 proc. poniżej tegorocznych maksimów.

Pretekstem stały się nasilające się obawy co do kierunku, w którym zmierza dług publiczny USA. Jedną z platform krytyki Baracka Obamy był podczas kampanii prezydenta Trumpa był wzrost zadłużenia Stanów Zjednoczonych w okresie jego rządów. Ubiegłotygodniowe ustalenia kończące tzw. government shutdown sankcjonowały wzrost wydatków o kolejne 320 mld USD w ciągu dekady, co jest tylko wisienką na torcie polityki prowadzonej przez obecny gabinet (sam pakiet podatkowy to około 1,5 bln USD w analogicznym okresie), ale ma prowadzić do osiągnięcia imponujących 1,2 bln USD deficytu w kolejnym roku fiskalnym (zaczynającym się w październiku).

Naturalnie stoi to w całkowitej sprzeczności z ideałami Partii Republikańskiej, a media celnie wytykają, że na razie prezydent Trump jest na dobrej drodze, by kontynuować nieodpowiedzialną politykę poprzedniego prezydenta z jej nominacji, tzn. George'a W. Busha, który wydał 5 bln USD na przegrane wojny w Afganistanie i Iraku. By zarysować tło dla podanych liczb (i skłonić do refleksji na temat skali przeinaczania faktów we współczesnej polityce), warto dodać, że w latach 2009–2015 roczny deficyt USA skurczył się z 1,4 bln USD do „zaledwie" 439 mld USD.

Oczywiście wszystko to nie jest wielką nowiną, ale ci sami inwestorzy, którzy podczas styczniowej imprezy światowych giełd świętowali zwiększenie wydatków, widzą je zgoła inaczej na kacu lutowej korekty. Pretekstem są oczywiście rosnące rentowności, które po przeliczeniu na wzrost kosztów obsługi długu zaczynają oddziaływać na wyobraźnię i rodzą pytania o to, kiedy w końcu nadejdzie czas, by oszczędzać. Gdyby giełdy zaczęły ponownie rosnąć, zostałyby one odłożone jak zwykle na później (o ileż przyjemniej wierzyć wtedy w wychodzenie z pułapki nadmiernego zadłużenia dzięki silnej gospodarce). Tymczasem jednak można uznać, że rozpoczęła się ofensywa zmierzająca do wymuszenia na FOMC wstrzymania się z zacieśnieniem w marcu. Odporność na tego typu sugestie będzie prawdziwym testem dla nowego prezesa. Obecnie wydaje się, że musielibyśmy zobaczyć znacznie głębsze spadki na giełdach, by Komitet się ugiął, szczególnie że jego członkowie wielokrotnie krytykowali wyceny na NYSE jako zbyt wysokie. Podwyżka pozostaje tym samym scenariuszem bazowym.

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz