Inwestycje

Edukacja może pomóc zwiększyć oszczędności na starość, ale potrzebny jest też delikatny przymus

Pierwsza emerytura statystycznego Polaka wynosi dziś mniej więcej połowę ostatniej pensji. Ten wskaźnik, znany jako stopa zastąpienia, będzie systematycznie malał w kierunku 30 proc.

Uczestnicy debaty „Emerytura jest bliżej, niż myślisz". Od prawej: Iga Magda, Małgorzata Rusewicz, Grzegorz Chłopek, Paweł Wojciechowski, Łukasz Kwiecień i Grzegorz Siemionczyk (moderator).

Foto: Archiwum

Przy obecnej konstrukcji I filara systemu emerytalnego to nieuchronny efekt starzenia się ludności. Każdy, kto chce zachować po zakończeniu kariery zawodowej wcześniejszy standard życia, oprócz odprowadzania składek emerytalnych do ZUS musi więc oszczędzać też na własną rękę. Na pytanie, jak to robić, próbowali odpowiedzieć uczestnicy debaty „Emerytura jest bliżej, niż myślisz", która odbyła się podczas Forum Inwestycyjnego „Parkietu" i „Rzeczpospolitej".

– Nie ma co czekać, aż regulatorzy zaproponują jakieś nowe, wspaniałe rozwiązania, które pozwolą nam bez wysiłku dużo zaoszczędzić. Te, które są dziś dostępne, w zupełności wystarczą, aby odkładać na emeryturę. Nie ma co tej decyzji odwlekać – mówił Łukasz Kwiecień, wiceprezes PKO TFI, nawiązując do indywidualnych kont emerytalnych, indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego oraz pracowniczych programów emerytalnych, które działają w ponad 1000 firm.

– IKE i IKZE są o tyle dobre, że upoważniają do ulg podatkowych. Wiele osób nie ma jednak świadomości, że z takiej ulgi może skorzystać – przypominała Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Dodała, że nie wierzy, aby korzystanie z IKE i IKZE mogło stać się w Polsce powszechne. Obecnie otwartych jest 1,6 mln takich rachunków, co oznacza, że posiada je mniej niż 10 proc. pracujących. Zdaniem Rusewicz edukacja finansowa może ten odsetek podwyższyć. – Potrzebne są jakieś rozwiązania, które popchnęłyby Polaków do oszczędzania – mówiła, chwaląc pomysł stworzenia pracowniczych programów kapitałowych, do których pracownicy byliby zapisywani automatycznie.

– Badania tegorocznego noblisty w dziedzinie ekonomii Richarda Thalera pokazują, że ludzie nie są sobie w stanie wyobrazić pracy pieniądza w czasie. Dlatego zaczynają oszczędzać za późno. Edukacja może ten problem złagodzić, ale trzeba też ludzi do oszczędzania łagodnie przymuszać, np. przez automatyzm zapisu do programów emerytalnych – tłumaczył Paweł Wojciechowski, główny ekonomista ZUS. – Z PPK nie będą korzystali pracownicy sfery budżetowej oraz małych firm. Dla nich pierwszym wyborem nadal powinny być IKE i IKZE. Ich podstawowym atutem jest to, że są zwolnione z podatku od zysków kapitałowych. To jest ogromna korzyść – zauważył Grzegorz Chłopek, prezes PTE Nationale-Nederlanden.

Iga Magda, wiceprezes Instytutu Badań Strukturalnych, podkreśliła, że niezależnie od tego, jakie rozwiązania będą dostępne w II i III filarze systemu emerytalnego, ich upowszechnienie zajmie wiele lat. – W krótszym terminie wciąż ogromną rolę do odegrania będzie miała polityka społeczna. Jest wiele osób, które pracują w szarej strefie, nie płacą składek, mają przerywaną karierę zawodową. One nie spełnią warunków uprawniających do minimalnej emerytury – tłumaczyła. GS


Wideo komentarz

Powiązane artykuły