Świat
Klucze do wyjścia z kryzysu fiskalnego są w rękach EBC
Rozmowa z Sonym Kapoorem, dyrektorem zarządzającym ośrodka badawczego Re-Define
Mówił pan niedawno, w kontekście ostatnich szczytów, że unijnym liderom niemal z pewnością nie uda się sprostać wygórowanym oczekiwaniom rynków, które wcześniej sami rozbudzili. I że gra UE na zwłokę sprawiła, że kryzys fiskalny się nasilił i dziś żadne rozsądne decyzje nie są już możliwe. Czy zakończone wczoraj w nocy spotkanie liderów państw eurolandu potwierdziło te obawy?
Na tym szczycie nie zapadły żadne niespodziewane decyzje, o których wcześniej się nie mówiło. To nie oznacza, że rynki będą rozczarowane. Oczekiwania inwestorów w ostatnich dniach stały się bardziej racjonalne. Stłumili je unijni przywódcy, którzy ostrzegali, że podjęte decyzje nie będą bogate w szczegóły i nie zażegnają kryzysu fiskalnego z dnia na dzień.
Jednak pytanie, czy oczekiwania rynków zostały spełnione, nie jest tak istotne, jak to, czy podjęto dobre decyzje. A moim zdaniem niestety nie. Nie poruszono np. kwestii tempa wzrostu gospodarczego. A jak można rozwiązać problem nadmiernego zadłużenia w stosunku do PKB, gdy gospodarka się nie rozwija?
Gdyby strefa euro była małą gospodarką, mogłaby liczyć na to, że skutki cięć budżetowych zrekompensuje eksport, napędzany dobrą koniunkturą za granicą. Ale strefa euro to jedna z największych gospodarek, a inni giganci – USA i Japonia – też mają poważne kłopoty gospodarcze. A na popyt z Marsa niestety liczyć nie możemy.
A co UE mogłaby zrobić, aby pobudzić koniunkturę?
Przede wszystkim znacznie większą rolę w walce z kryzysem powinien mieć EBC. Powinien zadeklarować, że jest gotów skupować obligacje państw, które mają tylko problem z płynnością, a nie z wypłacalnością. To uspokoiłoby rynki finansowe, dzięki czemu zadłużone państwa zyskałyby więcej czasu na cięcie deficytów budżetowych. Nie musiałyby wdrażać oszczędności w sposób, który wpędza je w recesję. A solidne państwa strefy euro, takie jak np. Niemcy, powinny w ogóle wstrzymać się z cięciami wydatków.
Dodatkowo, należy podwoić kapitał Europejskiego Banku Inwestycyjnego, który mógłby niezwłocznie rozpocząć szeroko zakrojony program inwestycji infrastrukturalnych.
Kraje UE muszą zrozumieć, że choć w każdym z nich z osobna cięcia budżetowe to roztropny pomysł, to przestaje on być rozsądny, gdy oszczędzają wszyscy naraz.
W swoich analizach podkreśla pan też, że mniejsze cięcia wydatków budżetowych można częściowo zrekompensować, zwiększając wpływy do budżetu. Np. przez dodatkowe opodatkowanie transakcji finansowych i emisji gazów cieplarnianych. Czy to nie byłoby karanie za problemy eurolandu biedniejszych krajów UE, takich jak Polska?
Rozumiem, że ten pomysł budzi w Polsce kontrowersje, ze względu na znaczenie węgla w waszej energetyce. Ale wpływ podwyżki podatków od emisji gazów cieplarnianych na polską gospodarkę można by jakoś zamortyzować. Dla całej UE taka podwyżka byłaby jednak korzystna, bo desperacko potrzebuje ona wpływów podatkowych po to, aby ograniczyć skalę cięć wydatków publicznych. Gdyby chciała opodatkować dodatkowo dochody, inwestycje lub konsumpcję, zaszkodziłaby gospodarce. Najrozsądniej jest więc nałożyć daniny na te rodzaje aktywności gospodarczej, które rodzą negatywne skutki uboczne. Zarówno emisja dwutlenku węgla, jak transakcje finansowe należą do takiej aktywności.
UE może jednak wiele osiągnąć także dzięki współpracy w walce z unikaniem płacenia podatków. Wspólnie kraje członkowskie miałyby większą siłę przetargową w negocjacjach z rajami podatkowymi, w których Europejczycy ukrywają swoje dochody.
Czy sądzi pan, że po zmianie u sterów EBC z początkiem listopada będzie on bardziej skory do skupowania obligacji zadłużonych państw strefy euro? I czy zgodzi się, żeby takich transakcji nie sterylizować, czyli nie realizować ich za ściągnięte z rynku, ale za dodrukowane pieniądze?
Niewątpliwie byłaby to najrozsądniejsza rzecz, jaką EBC może zrobić. Ale nowy przewodniczący tej instytucji Mario Draghi jest Włochem. Gdyby zbyt ochoczo przystąpił do skupowania obligacji państw z obrzeży eurolandu, czyli wspierania Włoch, byłoby to szkodliwe dla jego wizerunku. Mam jednak nadzieję, że Draghi będzie odważny i podejmie zdecydowane kroki, ale nie będzie miał łatwo.
DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook