Okiem eksperta

Rozjechane cykle

Na rynek spływają informacje potwierdzające, że światowa gospodarka znajduje się na ścieżce mocnego wzrostu.

Jędrzej Janiak, analityk F-Trust

Foto: Archiwum

Światowa, bo obecna faza wzrostu jest zsynchronizowana w ujęciu geograficznym. Chyba nie ma się co temu dziwić, bo z jednej strony szybkość przepływu, a z drugiej strony ogrom wpompowanego kapitału w globalny system kapitałowy zyskały w ostatnich latach na sile. W efekcie kapitał, niczym dawka lekarstwa, dotarł już do wszystkich komórek i objawia się za pomocą wysokich wskazań barometrów sentymentu, nastrojów, PMI i finalnie w PKB. Jedyne, czego brakuje do pełni obrazu charakterystycznego dla końcowej fazy wzrostu, to inflacja. Pewien dyskomfort w tej sprawie odczuwają też przedstawiciele banków centralnych, które podczas ostatniego cyklicznego dołka odkręciły kurek w polityce monetarnej.

Pod koniec października uczestniczyłem w PIMCO Global Advisory Summit w Londynie, gdzie najważniejszym punktem był panel dyskusyjny z udziałem rady doradców PIMCO. Udział wzięli m.in. Ben Bernanke (były szef Fedu), Jean-Claude Trichet (były szef EBC), Gordon Brown (były premier Wielkiej Brytanii). Uczestnicy panelu przedstawili swoje przemyślenia w kontekście sytuacji geopolitycznej oraz możliwych ryzyk, z którymi może się nam przyjść mierzyć w niedalekiej przyszłości. Każde z nich może być czynnikiem kończącym obecną fazę wzrostu gospodarczego. Wśród zagrożeń wspominano m.in. ryzyka pandemii, które mogą być wynikiem zwiększonej agresywności zjawisk pogodowych, trwającą – choć ukrytą – wojnę cybernetyczną, wykluczenie się USA z pozycji globalnego lidera. Jednak jako najbardziej prawdopodobny katalizator pogorszenia się sytuacji gospodarczej wskazywano w Londynie inflację. Poza zwykłymi przyczynami jej wzrostu paneliści zwracali uwagę na prawdopodobny wzrost wydatków fiskalnych.

Co ciekawe, mimo wszechobecnego i zharmonizowanego wzrostu gospodarczego na świecie, cały czas rosną w siłę ruchy populistyczne, a efektem dochodzenia ich przedstawicieli do władzy są rosnące wydatki rządowe. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że ich uruchomienie przypada na szczyt koniunktury ekonomicznej, co w jeszcze większym stopniu doprowadzi do eskalacji czynników inflacyjnych.

Na razie ryzyko inflacyjne za bardzo się nie ujawnia. O ile amerykański bank centralny jest już w trakcie normalizacji polityki monetarnej, o tyle jego odpowiednik w Europie jeszcze czeka. Można sobie wyobrazić, że któreś z wymienionych ryzyk staje się katalizatorem recesji nieco wcześniej, a wtedy przedstawiciele EBC staną wobec niej bezbronni. Ogólne przesłanie, jakie można było zatem odebrać podczas konferencji PIMCO, to zalecana ostrożność. Ale jak wszyscy się spodziewają najgorszego, to rzeczywistość może pozytywnie zaskoczyć.


Wideo komentarz