Okiem eksperta

Wojna handlowa z technologią w tle

Ostatnie dni przyniosły eskalację czynników ryzyka związanych ze zmianami w polityce handlowej Stanów Zjednoczonych, które próbuje przeprowadzić Donald Trump.

Kamil Cisowski, dyrektor zespołu analiz i doradztwa inwestycyjnego, DI Xelion

Foto: Archiwum

Jeszcze w ubiegłym tygodniu większość uwagi media poświęcały zantagonizowaniu całego G7 przez amerykańskiego prezydenta, który wbrew zdrowemu rozsądkowi stosuje te same groźby wobec państw, które mają z USA neutralny bilans handlowy (Kanada) i skrajnie wysoką nadwyżkę (Niemcy).  W tym na pierwszy plan powróciły Chiny, które wymieniają się z amerykań- skim rządem pomysłami na kolejne działania odwetowe.

Aktualne zachowanie rynku sugeruje, że ewentualna wojna handlowa na linii USA – reszta świata zostanie wygrana przez administrację Trumpa. Podczas gdy światowe rynki wschodzące są na najlepszej drodze do testowania tegorocznych dołków, NASDAQ znajduje się w pobliżu historycznych szczytów. Osłabiać przestał się nawet dolar, któremu ewidentnie szkodziły pierwsze odsłony konfliktu. Zważywszy że amerykański rząd nie ma w tej wojnie nawet jednego sojusznika, zachowanie amerykańskiej giełdy wydaje się nieco irracjonalne i tworzy dalsze ryzyko na przyszłość, bo jej ewentualny ruch w dół może sprowadzić resztę świata na nowe minima.

W cieniu kolejnych kwot rzucanych przez amerykański gabinet (najpierw cła miały objąć roczny import o wartości 50 mld USD, teraz mówi się o kolejnych 200 mld USD) uwadze wydaje się umykać fakt, że zgodnie z większością doniesień negocjacje handlowe nie zakończyły się fiaskiem z powodu niewystarczającej redukcji deficytu poprzez chińskie propozycje. Przyczyną był całkowity brak zgody wicepremiera Liu He na ustępstwa w sprawie przepisów dotyczących transferu technologii w Państwie Środka, zagranicznych inwestycji w usługi w chmurze czy też odmowę zaprzestania subsydiowania spółek technologicznych przez chiński rząd.

Wprawdzie pierwszą firmą, którą Trump chce wyłączyć z ceł, jest podobno Apple, ale naiwnością jest sądzić, że giganci IT nie zostaną dotknięci dalszym zaognieniem konfliktu. O ile w kwestii wymiany handlowej amerykański prezydent ma podstawy do wielu twierdzeń, to sposób, w jaki amerykańskie spółki technologiczne eksploatują resztę świata, od dawna jest solą w oku chociażby Unii Europejskiej, do tej pory zaskakująco biernej w tych kwestiach (oraz zastraszanej grzywnami dla europejskich firm, które zawsze błyskawicznie pojawiały się w USA po jakichkolwiek karach nałożonych np. na Google). Zmiany regulacji na świecie zawsze były głównym zagrożeniem dla amerykańskiego sektora IT, teraz wielu niedawnych sojuszników może się poważnie zastanowić, czy nie włączyć tego zagadnienia w negocjacje z USA. A chińscy konkurenci, będący już podobno na prowadzeniu w rozwoju sztucznej inteligencji czy pracy na Big Data, tylko czekają... ¶


Wideo komentarz

Powiązane artykuły