Na początku listopada Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopę referencyjną o 0,75 pkt proc. Wcześniej, w październiku, podwyższyła ją z 0,1 do 0,5 proc. Czy to ostudzi zapał inwestujących na rynku nieruchomości?
Tomasz Łapiński, wiceprezes spółki deweloperskiej Cordia Polska, uważa, że podwyżka stóp procentowych do 1,25 proc. nie powinna jeszcze wpłynąć na decyzje kupujących mieszkania. – Rozdźwięk między inflacją a stopami procentowymi jest nadal bardzo duży, co sprawia, że bardziej opłaca się na przykład inwestować w nieruchomości, niż trzymać pieniądze na lokacie – podkreśla wiceprezes. – Dotyczy to także osób, które kupują mieszkania na kredyt, nadal przecież oprocentowany niżej niż przed pandemią. Z raportów międzynarodowych instytucji finansowych wynika, że ryzyko bańki na rynku nieruchomości w Warszawie jest znacznie mniejsze niż w jakiejkolwiek innej europejskiej stolicy.
Kto się wystraszy
Zdaniem wiceprezesa Łapińskiego chłodząco na rynek może podziałać dopiero podwyżka stóp procentowych do 3,0 proc. i kosztów kredytu powyżej 4,5 proc. oraz ewentualna perspektywa dalszych podwyżek.
– Wysokość stóp procentowych to niejedyny czynnik wpływający na zachowanie konsumentów i ich skłonność do podejmowania ważnych decyzji zakupowych. Istotne są także ich nastroje i oczekiwania co do dalszego rozwoju sytuacji rynkowej – podkreśla wiceprezes Cordii.
Dodaje, że co do zasady każda podwyżka stóp powinna wpływać na spadek zdolności kredytowej kredytobiorców. – Mimo to nie wydaje mi się, aby w tym przypadku ten efekt już zadziałał. Jest mało prawdopodobne, żeby banki, oceniając zdolność kredytową klientów, przyjęły założenie, że stopy procentowe będą w nieskończoność bliskie zera – zauważa Tomasz Łapiński.